Katownicy i Kalecznicy – wyd. 6

Tony Parker /fot. Flickr

Dzisiejsze wyróżnienia, to kolejny dowód na umiędzynarodowienie najlepszej ligi świata. Zagranicznych zawodników jest już w NBA tak wielu, że znajduje się tu miejsce zarówno dla wielkich gwiazd, jak i wielkich rozczarowań.

Katownik tygodnia: Tony Parker

Francuski rozgrywający jest jednym z niewielu zawodników z czołówki NBA, który nie wydaje się nadczłowiekiem, a jednak dokonuje nadludzkich czynów. Parker nie jest wysoki nawet jak na rozgrywającego, nie jest też szczególnie silny i nie skacze wysoko i choć jest bardzo szybki, to do młodego Allena Iversona trochę mu w tej kategorii brakuje. Mimo tego, w wieku trzydziestu lat pozostaje jednym z pięciu-sześciu najlepszych rozgrywających w NBA, jest też jedynym spośród nich (bo Derek Fisher do czołówki na swojej pozycji nigdy się nie zaliczał), który ma więcej niż jeden mistrzowski pierścień. Także ten sezon w jego wykonaniu jest rewelacyjny, Parker był już bliski wyróżnienia kilka tygodni temu, dlatego także w uznaniu jego wcześniejszych zasług zostaje nagrodzony, mimo że w ostatnich siedmiu dniach wystąpił zaledwie w dwóch meczach. W tych spotkaniach, kolejno z Grizzlies i Bucks, były mąż Evy Longorii pokazał na czym polega jego przewaga nad niezłymi przecież rozgrywającymi, jakimi są Mike Conley i Brandon Jennings. Przeciwko temu pierwszemu Francuz zdobył aż 30 punktów, trafiając ponad połowę rzutów z gry i bezczelnie wkręcając się pod kosz przy dwóch wieżach – Zachu Randolphie i Młodym Gasolu. Z kolei wczoraj, w meczu z zespołem z Milwaukee, Parker w większym stopniu skoncentrował się na włączaniu do gry swoich kolegów i zanotował 10 asyst, ale nie przeszkodziło mu to w zdobyciu 22 puntów przy zaledwie jedenastu oddanych rzutach. W obydwu tych spotkaniach doskonale widać było w jaki sposób lider Spurs jest w stanie ogrywać wyższych i silniejszych rywali – jest od nich sprytniejszy i sprawniejszy, a do tego zauważa dosłownie każdą lukę w obronie przeciwnika i dzięki niezliczonym piwotom, zmianom tempa kozłowania i rytmu biegu jest w stanie wykorzystać je do maksimum.


Kalecznik tygodnia: Andrea Bargnani

O ile Parker jest jednym z nielicznych europejskich rozgrywających, którzy doskonale odnaleźli się na parkietach NBA, o tyle włoski centro-skrzydłowy to kolejny dowód na to, że poszukiwania nowego Dirka Nowitzkiego są jak poszukiwania bursztynowej komnaty – drogie i nieskuteczne. By pozyskać Bargnaniego, Raptors poświecili pierwszy numer w drafcie, a następnie dostosowali resztę składu do stylu gry Włocha. Tyle tylko, że ten okazał się typowym przykładem zawodnika, który mając warunki do gry pod koszem, udaje strzelca i w efekcie w żadnej z tych ról nie wypada dobrze. Jeśli zawodnik mierzący 213 cm ma w sezonie 4,4 zbiórki na mecz, to albo jest Brookiem Lopezem, albo jest z nim coś nie tak. Oczywiście, gdyby Bargnani doskonale trafiał z dystansu, można by przymknąć oko na jego niedoskonałości, jednak skuteczność 32 proc. za trzy i 39 za dwa ma się do doskonałości jak Mike D’Antoni do Phila Jacksona. W ostatnim tygodniu Włoch wypadł nawet gorzej niż w całym sezonie, bo choć przeciwko Nuggets zdobył aż 23 punkty, to w pozostałych dwóch spotkaniach zanotował ich w sumie dwanaście, do tego zebrał (w sumie!) dziewięć piłek i miał cztery asysty. Trafił też zaledwie czternaście z trzydziestu ośmiu rzutów z gry, oraz dwa z piętnastu (2/15 !!!) za trzy. Jeśli dodać do tego charakteryzujący Włocha od początku jego kariery absolutny brak umiejętności i chęci do gry w obronie, można dojść tylko do jednego wniosku: z takim liderem przeciwnicy nie są już potrzebni.

Tomasz Bielan

Komentarze

komentarzy