Katownicy i Kalecznicy – wyd. 3

Steve Blake /fot. Flickr

Tym razem oddzielenie ziarn od plew nie było trudne; jeden z wyróżnionych zawodników rozgrywa życiowy sezon, a jego drużyna wygrała w tym tygodniu wszystkie mecze, w czym nasz bohater miał spory udział, a drugi to… Steve Blake.

Katownik tygodnia: Jamal Crawford

Trudno o bardziej wyświechtany w świecie sportu frazes niż ten mówiący o treningu, który czyni mistrza. Tyle że w przypadku dzisiejszego bohatera tej rubryki, stare porzekadło sprawdza się doskonale.

Po jedenastu sezonach w zawodowej lidze, były gwiazdor m.in. Chicago Bulls i New York Knicks pierwszy raz solidnie pracował nad swoim rzutem. Dzięki temu, oraz dołączeniu do doskonale pasującej do jego stylu drużyny Clippers, Crawford rzuca z gry z najlepszą w karierze skutecznością 51 proc., a jego średnia zdobycz punktowa (20,5) i skuteczność za trzy (42 proc.) i za jeden punkt (90 proc.) tylko minimalnie ustępują rekordowym osiągnięciom.

Dzięki temu jest nie tylko wczesnym kandydatem do kolejnej statuetki dla najlepszego rezerwowego sezonu, ale jego wpływ na zespół wydaje się większy niż innych występujących w nowych drużynach gwiazd i to takich pokroju Dwighta Howarda, czy Raya Allena.

Przeciw temu ostatniemu Crawford pokazał wczoraj wszystko, co w jego grze najlepsze: trafił siedem z jedenastu rzutów z gry, w tym dwa z czterech za trzy, do tego wykorzystał wszystkie rzuty wolne, a przede wszystkim dobił rywali w końcówce, co w tym sezonie robi z imponującą regularnością.


Kalecznik tygodnia: Steve Blake

Trudno winą za fatalny start sezonu w wykonaniu Lakers obarczać gracza drugoplanowego, jakim jest Blake, jednak uważnie oglądając mecze tej drużyny, nie można nie zauważyć, że jego gra nie tylko nie przynosi zespołowi żadnego pożytku, ale jest wręcz szkodliwa.

W obronie jest zbyt wolny, by kryć szybkich i zwinnych rozgrywających w stylu Stephena Curry’ego, zbyt słaby, by radzić sobie z silnymi rywalami w typie Derona Williamsa, w ataku jego przydatność sprowadza się do podania piłki najbliższemu koledze i czekaniu na rozwój wydarzeń bez próby uczestniczenia.

Oczywiście, w tak naszpikowanej gwiazdami drużynie, trudno oczekiwać, by gracz pokroju Blake’a brał na siebie ciężar gry, jednak nawet trzeci w hierarchii rozgrywających Lakers Darius Morris potrafi wnieść do zespołu dużo więcej.

W swoich ostatnich trzech meczach, w których wystąpił (ostatni opuścił z powodu kontuzji mięśni brzucha), Blake trafił zaledwie pięć z osiemnastu rzutów z gry i mimo możliwości podawania do trzech przyszłych lokatorów Galerii Sław NBA, zanotował W SUMIE siedem asyst.

Wydaje się, że kiedy do zdrowia wróci Steve Nash, rolę jego pierwszego zmiennika powinien przejąć wspomniany drugoroczniak Morris, dzięki czemu Blake będzie mógł skoncentrować się na tym, co wychodzi mu lepiej niż gra, czyli obrażaniu niesprzyjających mu kibiców.

Tomasz Bielan

Komentarze

komentarzy