Jasikevicius: wojownik na wiecznej emigracji

Saras Jasikevicius – dla kibiców europejskiego basketu postać doskonale znana, dla fanów wyłącznie NBA – egzotyczna. Mimo że Litwin grał w najlepszej lidze świata i miał „momenty” – bardziej kojarzony jest z występów w Europie.

Przedstawię tylko lekką sylwetkę gracza. Saras ma 35 lat i wczoraj odpadł z Macedonią z EuroBasketu. Przeżywał na tym turnieju n-tą młodość, szczególnie w akcjach z Jonasem Valanciunasem. Przed nimi walka o wyższe miejsca, ale już nie najwyższe. Gdy drużyna grała, Dirk Nowitzki mógł tylko patrzeć:

Saras ma bardzo dobry przegląd pola, mimo tego wieku wciąż gra no-look passy, nie boi się odważnych podań np. na alley-oopy. Możliwe, że to dzięki „amerykańskiemu dzieciństwu”. Jasikevicius studiował nawet na University of Maryland w College Park, ale wrócił do ojczyzny. Dzięki dobrym występom w Maccabi i Barcelonie oraz Mistrzostwu Europy w 2003 roku – mógł wrócić do USA, a konkretnie do NBA. Mówi się (słusznie), że bardzo pomocny był również ten wyczyn, gdy Sarunas pozamiatał sytuację w meczu z Dream Teamem (m.in. LeBron James, Dwyane Wade):

Trzeba przyznać, że Saras nie zawojował NBA. To liga nie dla niego, reprezentuje raczej rdzenną, europejską koszykówkę i mimo że jest silną indywidualnością, raczej wolał obdarowywać niż być obdarowywanym. Za oceanem spędził 3 lata, ale tylko w pierwszym będąc graczem Pacers – otrzymywał szanse na szerszą prezentację skilli – w 138 meczach w NBA zdobywał 6,8 punktu i miał prawie 3 asysty. Oczywiście zdarzały mu się występy jak np. ten przeciwko Knicks, gdy zdobył 14 punktów w 4 kwarcie:

Po powrocie na Stary Kontynent spędził kilka lat w Panathinaikosie Ateny i zdążył zgarnąć 3 mistrzostwa kraju. Po ponad dekadzie, w 2010 roku Jasikevicius znowu zagrał w litewskiej lidze LKL. Z Lietuvos Rytas świata nie zawojował i przeniósł się do tureckiego Fenerbache, gdzie odżył. Udało mi się go nawet oglądać w Kownie w spotkaniu z Żalgirisem, gdzie miejscowa grupa kibiców Green Death zgotowała mu niezłe powitanie. Saras zdobył w Turcji puchar tego kraju.

Jak pisałem na początku, nieźle prezentował się na Eurobaskecie, ale to już koniec marzeń  gospodarzy o medalu. W 18 minut zdobywa 10,2 punktu i ma 4,8 asysty. Marzy się, by uwieńczeniem jego kariery były w końcu występy w rodzinnym Kownie.

 

Teksty napisany przez Michała Fedusio

Komentarze

komentarzy