Hayward zostanie multimiliionerem

Gordon Hayward /fot. Flickr

Wybrany z 9 numerem w drafcie z początku nie mógł się odnaleźć w NBA. Dzisiaj jest bliski podpisania najwyższego kontraktu w drużynie i statusu lidera zespołu. Gordon Hayward stanął u wrót wielkich pieniędzy.

Zbliżający się sezon będzie ostatnim rokiem debiutanckiej umowy z Utah Jazz, dzięki której Hayward zarobi 3.4 miliona dolarów. Potem zostanie zastrzeżonym wolnym agentem, chyba że wcześniej dojdzie do porozumienia między nim, a zespołem. Jazz mają bardzo komfortową sytuację, jeśli chodzi o płace w 2014 roku.

W gwarantowanych kontraktach na rozgrywki 2014/15 mają obecnie tylko 17.5 miliona dolarów. To od razu daje snuć domysły, że zarówno Derrick Favors, jak i właśnie Hayward mogą dostać umowy na poziomie 10-12 milionów dolarów rocznie. Oczywiście patrząc na ich dotychczasową grę, są to zbyt duże pieniądze, ale przecież to nie pierwszy raz, gdy młodzi gracze w NBA będą przepłaceni.

Sytuacja Haywarda jest o tyle lepsza w stosunku do Favorsa, że ten w ostatnim sezonie miał już okazję regularnie sporo minut. W 72 rozegranych przez niego meczach było to 29.2 minuty na mecz, rok wcześniej nawet 30.5 minuty w 66 spotkaniach. Regularnie stawał się coraz ważniejszym ogniwem w ofensywie drużyny, zdobywając w przeliczeniu na 36 minut kolejno 11.5 punktu w sezonie debiutanckim, 14.0 w kolejnym i 17.4 w ostatnim. Zwiększał regularnie też liczbę oddawanych rzutów i asyst, nie zwiększając liczby strat. To był jasny sygnał, że można w niego inwestować na przyszłość.


Oczywiście problemem mogą być pieniądze, szczególnie w sytuacji, gdy z zespołu oddani zostali za darmo Al Jefferson i Paul Millsap. Przez takie ruchy do obsadzenia jest rola lidera w ataku i patrząc na poprzedni sezon, to właśnie Hayward ma na to wszelkie papiery. A jako, że ma pełnić tak ważną rolę w zespole i powszechnie wiadomo, że Jazz będą mieli mnóstwo pieniędzy do wydania, jego agenci mogą zażądać niebotycznych kwot. Oczywiście znając postępowanie władz Jazz, na wielkie kwoty nie ma co liczyć.

Zak Keefer z Indianapolis Star poinformował, że strony już rozmawiają na temat dalszej współpracy i z obu stron są chęci, by ją kontynuować. Sam Hayward nawet się wypowiedział, że jest szczęśliwy w Utah i chciałby kontynuować tam grę. Prawdę mówiąc, jedynym miejscem, w którym bardziej by pasował, mogliby być San Antonio Spurs, ale dopiero w momencie, gdy zwolni się miejsce po Manu Ginobilim.

Jazz mają czas na przedłużenie kontraktu do 31 października. Jeśli nie dojdą do porozumienia, w lecie 2014 Hayward zostanie zastrzeżonym wolnym agentem. Oczywiście też wtedy będą mogli z nim dojść do porozumienia, ale wtedy w głowie będą mogli mu mieszać managerowie innych drużyn NBA i podbijać kwotę, którą trzeba będzie mu zapłacić. Pytanie zatem, czy Jazz będą chcieli zaryzykować, skoro już teraz mają możliwość zatrzymania go u siebie za względnie niewielkie pieniądze. Każdy scenariusz zakłada jedno – Hayward zostanie multimilionerem.

Komentarze

komentarzy