Deng vs Boozer. Na kogo postawią Bulls?

fot. Flickr

To ma być ten rok, który wreszcie pokaże na co stać Chicago Bulls. Zdrowy będzie Derrick Rose jest ciekawa ławka rezerwowych, młodzi się rozwinęli, ale to tylko rok. W lato 2014 przed władzami klubu wiele trudnych decyzji, między innymi odnośnie Luola Denga.

Sytuacja Bulls jest przed zbliżającym się sezonem niezła. Co prawda postawa podczas offseason została przez nas oceniona na 2, ale najważniejszym wzmocnieniem na nowe rozgrywki będzie zdrowy Derrick Rose. To jednak jest tylko początek absolutnie niezbędny do tego, żeby drużyna zagrała bardzo dobre rozgrywki. Drugim elementem jest Luol Deng najlepszy obok Joakima Noah zawodnik podczas nieobecności Rose’a.

I tu zaczynają się schody. Deng bowiem jest w roku kontraktowym i w 2014 roku zostanie wolnym agentem, o ile wcześniej nie podpisze umowy z Bulls. Do pierwszych rozmów między nim, a drużyną doszło na początku lipca, ale nie przyniosły one specjalnych efektów.  Co zatem się z nim stanie? Scenariuszy jest kilka, każdy równie prawdopodobny.

Bulls przede wszystkim nie chcą wejść w poziom płac, który by ich zmusił do płacenia podatków, a taki im grozi, jeśli podpiszą nowy kontrakt z Dengiem, nie pozbywając się nikogo z zespołu. Oczywiście zawsze jest możliwość rezygnacji z Carlosa Boozera którego minuty powinny spaść w najbliższym sezonie. Po pierwsze dlatego, że wraca Rose i Boozer nie będzie już tak odpowiedzialny za zdobywanie punktów, a po drugie dlatego że jest bardzo słabym obrońcą.

Byki mają zatem dwa wyjścia w stosunku do Booza. Po pierwsze mogą go spróbować przehandlować w trakcie zbliżającego się sezonu. Może si ę na niego skusić jakaś drużyna, która potrzebuje zdobywania punktów w ataku i chętnie zrzuci w 2015 roku z salary cap ponad 16 milionów dolarów. O to może być jednak ciężko, bo Byki musiałyby dostać w zamian wyjątki od wymiany w wysokości jego kontraktu. Drugi wariant, o którym mówi się od dawna i który wielu fanów Chicago przyjęłaby z ogromną radością, to amnestia na jego umowie. Ta jest jednak możliwa dopiero w lipcu 2014.

Pytanie zatem w którą stronę pójdą władze klubu? Z jednej strony mogą mieć zabezpieczenie na pozycji numer 4 bo Taj Gibson jeszcze długo nie będzie spełniał pokładanych w nim nadziei, szczególnie w ofensywie. Chociaż prawdę mówiąc to, czego mu najbardziej brakuje, to minuty na parkiecie. Gorzej, że poza Gibsonem nie widać kolejnego zawodnika, który mógłby powalczyć jako czwórka. Wybrany w drafcie Erik Murphy jest wielką niewiadomą, a na pewno minie sporo czasu, o ile to w ogóle możliwe, żeby stał się dobrym wzmocnieniem na tej pozycji.


Wśród niskich skrzydłowych sytuacja wygląda o tyle lepiej, że obok Denga jest Jimmy Butler, który zagrał świetny drugi sezon w NBA, często będąc najlepszym zawodnikiem Bulls na parkiecie. Oprócz niego jest jeszcze Mike Dunleavy a spore nadzieje pokłada się w Tonym Snellu. Taki tłok może więc oznaczać, że Bulls zrezygnują z Denga, tym bardziej, że jak informuje CSN Chicago, jeden z GMów, pragnący pozostać anonimowy stwierdził, że Brytyjczyk może dostać kilkuletnią umową w okolicach 12 milionów dolarów za rok gry. Dokładnie taką otrzymał w tym roku Andre Iguodala od Golden State Warriors i nie zdziwmy się jeśli podobną dostanie właśnie Deng.

Jego wartość rośnie, bo nie będzie miał też konkurencji za rok na pozycji niskiego skrzydłowego. Obok niego znajdą się bowiem Danny Granger Paul Pierce a może też dołączyć Rudy Gay Teoretycznie wolnymi agentami mogliby również zostać Carmelo Anthony i LeBron James ale obaj w ostatnich dniach jasno powiedzieli że chcą zostać w swoich zespołach, także ich przejście do Cleveland czy Los Angeles można włożyć między bajki. Podobnie ma się sytuacja z Rudym Gayem, który może odejść od ostatniego roku umowy z Toronto Raptors. Na to jest zdecydowanie większa szansa. Nie wiadomo jak naprawdę w Kanadzie odnajduje się Gay i czy wiąże z tym zespołem przyszłość. Na pewno będzie dużo zależało od wyników, jakie osiągną w najbliższym sezonie.

Czym bije Deng na głowę pozostałych wolnych agentów? Paul Pierce jest już zbyt długo w NBA, by mógł przyciągnąć kogoś na duże pieniądze i długi kontrakt. Zostaje zatem Danny Granger, ale jego problemem są kontuzje i wielka niewiadoma. W końcu w ostatnim sezonie zagrał tylko kilka spotkań. Także dla niego kluczowa w walce o wysoki kontrakt będzie postawa w zbliżających się rozgrywkach.

Jeśli weźmiemy pod uwagę te wszystkie okoliczności, robi to z Denga materiał na najciekawszego dostępnego niskiego skrzydłowego w NBA. A kto może się o niego upomnieć? Chociażby Los Angeles Lakers, którzy planują wielką przebudowę. Deng sprawdził się jako asystent wielkiej gwiazdy w Chicago i wiadomo, że nie będzie marudził, gdyby miał nią być obok Kobe Bryanta Oczywiście są też inne zespoły, raczej z dołu tabeli, które o niego powalczą, mogą się włączyć Dallas Mavericks, ale raczej lista klubów, które będzie można poważnie rozważać w jego przypadku powinna się zamknąć w trzech.

Komentarze

komentarzy