Co się dzieje z Landry Fieldsem?

Landry Fields /fot. Flickr

Trenerzy w Toronto stają na głowach, aby przywrócić Landry’emu Fieldsowi jego dawny blask, dzięki któremu niejednokrotnie ściągał na siebie uwagę podczas spotkań w Madison Square Garden. Po przenosinach do Kanady coś w zawodniku się zablokowało i przestał grać w sposób, w jaki robił to dotychczas. Jego rzut jest nienaturalny, jego podania nie docierają do celu, a głowa wydaje się być w zupełnie innym miejscu. Raptors mogą wkrótce pożałować tych 20 milionów w 3-letniej umowie.

Chodzą pogłoski, że sztab trenerski Toronto Raptors odsunął Landry’ego Fieldsa od niektórych ćwiczeń zespołowych i zorganizował mu osobny trening, aby zawodnik powracał do formy w swoim własnym tempie. Narzucanie mu czegokolwiek w tym momencie mogłoby się bardzo źle skończyć. Prędzej czy później Raptors rozpoczęliby poszukiwania wygodnego trade’u, by za dużo nie stracić, a przynajmniej trochę zyskać.

Źródła blisko powiązane z zespołem przekazują informację, iż trening rzutowy Fieldsa to coś, co wymaga od uczestnika podnoszenia sobie poprzeczki coraz wyżej. Gracz zaczyna rzucać z bliskiej odległości i dopiero gdy trafi pięć kolejnych rzutów to może przesuwać się coraz dalej od kosza. W ten sposób Landry ma przestać wykonywać rzut, jakby chciał serwować piłkę, a odzyskać naturalne ułożenie palców i nadgarstka. Ćwiczenia te prowadzi Jon Lee – trener od przygotowania fizycznego Raptors.


Po pięciu spotkaniach sezonu regularnego Fields notuje średnio 2,4 punktu, 3,2 zbiórki i trafia 21% swoich rzutów – wykonał ich 24 w tym sezonie i tylko 5 znalazło drogę do celu. Nie jest już bestią w transition offense, nie trafia już killerów z dystansu, a podaje kompletnie bez namysły, często rujnując dobry atak pozycyjny Raptors. Zdaję sobie sprawę, że żyjemy w społeczeństwie potrzebującym obrazu, aby uchwycić pewne statystyki. Zatem początek sezonu Landry’ego Fieldsa przedstawiłbym w ten sposób.

Jego najlepszy sezon, to debiut na parkietach NBA. Został wybrany przez New York Knicks z 9 numerem w drugiej rundzie i dzięki dobrej etyce pracy oraz poświeceniu – zaufał mu zarówno Mike’ D’Antoni, jak i Mike Woodson. W sezonie 2011/2012 jego numerki spadły, ale nie były na tyle alarmujące, aby wziąć Landry’ego pod szczególną opiekę. Po dwóch latach w trykocie Knickerbockers średnio notował 9,3 punktu, 5,3 zbiórki, a trafiał na skuteczności 48% z gry. Regres w statystykach nie zawsze oznacza braku rozwoju gracza. Czasami wręcz przeciwnie – zawodnik dojrzewa i przestaje się kierować własnymi ambicjami – pracując na konto przede wszystkim zespołu.

Śledź ZKrainyNBA na Twitterze

To, co do tej pory robił najlepiej – czyli gra w kontrze bez piłki i ścięcia w ataku pozycyjnym, to wszystko przestało mu sprawiać przyjemność. Nieudane próby na pusty kosz, niezdarne łapanie piłki w szybkich akcjach – Landry Fields w którymś momencie offseason skręcił nie w ten zakręt. Przypuszczam, że miało to miejsce podczas procesu decydowania o swojej dalszej karierze. Gdzie zawodnikowi może być lepiej niż w Nowym Jorku? Na pewno nie w Kanadzie. Aspekt psychologiczny bez wątpienia odegrał w tym wszystkim wielką rolę.

Raptors będą się bacznie przyglądać jego pracy. Forma Fieldsa na razie nie pozwala mu spłacać pieniędzy, które dostał tego lata. Ja za to chciałbym bardzo zobaczyć Toronto Raptors w najlepszym możliwym wydaniu – bez kontuzji Kyle’a Lowry’ego i Andrea Bargnaniego i ze zmysłem cwaniaka Landry’ego.

Michał Kajzerek @ Twitter

Komentarze

komentarzy