3on3 – niespodzianki początku sezonu

Damian Lillard /fot. Flickr

Dokąd zmierzają niesamowicie rozpędzeni Knicks, jakiego typu niespodzianką okaże się Damian Lillard i co mogą osiągnąć Bobcats ? Na te pytania odpowiemy w kolejnym już w tym sezonie 3on3. 

1. Czy New York Knicks są w stanie utrzymać dyspozycję i namieszać w PO?

Piotr Zarychta: Na pewno są na dobrej drodze do tego. W konferencji wschodniej na dzisiaj mają konkurencję tylko w postaci Miami Heat, ale do końca sezonu zasadniczego ponad 70 meczów. Kluczowe dla ich powodzenia będzie to, co wszyscy powtarzają jak mantrę, czyli znalezienie miejsca dla Amare Stoudemire‚a. No i też czy weterani pozostaną zdrowi. Jeśli tak, to szanse na finał konferencji są duże.

Krzysztof Uzdowski: Nawet jeśli Knicks nie utrzymają swojej nadspodziewanie dobrej formy i po powrocie Amar’e Stoudemire’a powrócą ich zeszłoroczne problemy, to na razie nie widać na wschodzie ekipy, która mogłaby im przeszkodzić w zajęciu drugiego miejsca w konferencji. Pacers i Bulls bez swoich kontuzjowanych liderów zawodzą, Celtics 20-punktami przegrywają z Detroit Pistons, a Nets mają co prawda dobry bilans (6-2), jednak jest to bardziej zasługa ich łatwego terminarza, a nie dobrej i skutecznej gry. Knicks z bilansem 7-1 są obecnie najlepszą ekipą w NBA i wydaje się, że miejsce w Top2 Wschodu jest dla nich zarezerwowane. Czy stać ich na coś więcej niż finał swojej konferencji? Tego dowiemy się dopiero za kilka miesięcy, gdy zobaczymy jak tak naprawdę układa się współpraca na linii Anthony-Stoudemire.

Wojciech Bielewicz: Knicks bez wątpienia są w tej chwili jedną z najlepszych drużyn w całej stawce. Właściwie przed nimi znajdują się obecnie tylko Memphis Grizzlies, jednak ciężko szukać na Wschodzie drużyny, która mogłaby teraz (słowo klucz) zatrzymać ekipę z NY. Heat dostali od nich niezłe lanie w MSG, Knicks są u siebie 4-0, a przegrali tylko i wyłącznie z wymienionymi już Grizzlies. Podoba mi się co raz większa rozwaga w ataku Carmelo, świetnie dysponowany Felton, silna ławka co razem daje nam obraz zespołu niezwykle ciężkiego do zatrzymania. Nie wyobrażam sobie, żeby Knicks nie byli w stanie awansować do PlayOffs i nawet mogę zaryzykować stwierdzenie, że przy takiej grze mogą namieszać, i to dużo. Jedyne, czego się obawiam na chwilę obecną to powrót Amar’e do drużyny i to, czy nie zepsuje on chemii jaka zdążyła się tam już wytworzyć.

2. Jak wiele do gry Blazers może wnieść Lillard?

Piotr Zarychta: Lillard już wnosi powiew świeżości i co ważniejsze spokoju. To jest specjalność Blazers, którzy regularnie wyciągają z draftu zawodników, którzy wchodząc do ligi nie robiąc głupot (wyłączając Grega Odena). Podobnie było z Brandonem Royem i LaMarcusem Aldridgem. Lillard jest ich rozgrywającym na lata, trzeba tylko dobrze nim pokierować i nie narażać na kontuzje.

Krzysztof Uzdowski: Lillard jest najlepszym debiutantem na swojej pozycji od czasów Isiah Thomasa i wszystko wskazuje na to, że w przyszłości może powalczyć o miano czołowego PG ligi. Blazers nigdy w historii swojego klubu nie mieli rozgrywającego z tak dużym potenjałem i jeśli Lillard szybko nauczy się grać z LaMarcusem Aldrigem, to Blazers już w tym sezonie mogą powalczyć o miejsce 7-8 na Zachodzie. Miejmy tylko nadzieję, że zawodnika z Weber State ominą kontuzje i fani Blazers w końcu będą mogli zapomnieć o kolanach Brandona Roya i Grega Odena.

Wojciech Bielewicz: Portland są póki co 5-5, a wszyscy chyba się zgodzimy, że Damian Lillard pomimo wszystkich opinii przed sezonem i tak pokazuje więcej niż się od niego spodziewano. Już w tej chwili jest jedną z podstawowych opcji w ataku Blazers, oddając blisko 16 rzutów w spotkaniu przy zjadliwej skuteczności 40%.Nie jest to jednak jeszcze typowy game-changer dla swojego zespołu. Portland w ataku zdobywają tylko minimalnie więcej punktów z Lillardem na parkiecie niżeli bez niego. W tym elemencie, nawiasem mówiąc, dużo lepiej wypada LaMarcus Aldridge i chociażby dlatego uważam, że na status prawdziwej gwiazdy Damian musi jeszcze poczekać. Co nie zmienia faktu, że pokazuje się z bardzo dobrej strony, wykorzystał chwilową absencję Anthony’ego Davisa i jest w tej chwili najpoważniejszym kandydatem do zdobycia nagrody Rookie of The Year.

3. Jak oceniasz początek sezonu w wykonaniu Bobcats ?

Piotr Zarychta: Jestem bardzo pozytywnie zaskoczony ich grą. Przyznaję bez bicia, że Mike Dunlap był dla mnie anonimową postacią i nie wiedziałem czy spodziewać się podobnego wyniku jak przed rokiem, czy wręcz odwrotnie. Już w pierwszym meczu w ich wykonaniu, który oglądałem przeciwko Pacers widać było zmianę mentalności w ich grze. Wrócili do twardej obrony, którą dowodzi Michael Kidd-Gilchrist, Kemba Walker gra zupełnie inaczej niż w sezonie debiutanckim i nawet Tyrus Thomas zaczął się starać. Kto wie, przy odrobinie szczęścia może znów się załapią na cztery mecze w play-off.

Krzysztof Uzdowski: Znakomicie. Chyba nikt nie spodziewał się, że w którymkolwiek momencie tego sezonu Rysie będą na 6 miejscu w swojej konferencji. Mike Dunlap wykonuje na razie świetną robotę i motywuje swoich młodych podopiecznych do agresywnej gry po obu stronach parkietu, dzięki czemu wciąż możemy się śmiać, że Bobcats mają lepszy bilans chociażby od Lakers, Celtics, czy Bulls. Z biegiem czasu się to pewnie zmieni i Bobcats powalczą maksimum o 10-11 miejsce na Wschodzie, jednak tak udany początek sezonu może napawać optymizmem ich nielicznych kibiców i odbudować nieco podupadły po ostatnim sezonie fanbase.

Wojciech Bielewicz: Wierzcie, albo nie. Miałem przeczucie, że Bobcats od początku rozgrywek będą chcieli zmazać plamę po ubiegłorocznym blamażu. Znakomicie wyglądają Michael Kidd-Gilchrist oraz Kemba Walker i Bobki muszą w tej chwili stać się zespołem, który nie wychodzi na parkiet tylko po to, żeby dostać tęgi łomot od rywali. Charlotte w tym momencie zajmują drugie miejsce w swojej dywizji, są 5-4, a wraz ze swoją defensywną efektywnością plasują się w pierwszej połowie tabeli całej ligi. Ofensywnie wygląda to już nieco gorzej, ale od czegoś trzeba zacząć, nie ? Tak czy inaczej, w grze Bobcats widać poprawę, widać, że trzeba się z nimi liczyć w każdym momencie a dodam tylko, że 6 graczy ze składu Charlotte notuje w tej chwili ponad 10 punktów na mecz. Duży plus dla tej drużyny.

Komentarze

komentarzy