3 on 3 – początek sezonu

Marcin Gortat /fot. Flickr

Kto najbardziej zaskoczył a kto rozczarował na początku nowego sezonu w NBA? Jak radzi sobie na parkietach Marcin Gortat? To właśnie na te pytania odpowiedzą goście biorący udział w drugim tegorocznym odcinku 3on3. 

1. Największe zaskoczenie początku sezonu?

Piotr Zarychta: Zdecydowanie Minnesota Timberwolves. Rick Adelman odwala tam kawał dobrej roboty. Bez Ricky’ego Rubio i Kevina Love’a od początku, a teraz jeszcze bez J.J. Barei i Brandona Roya, a on pomimo tego ma bilans na plusie. Do tego dochodzą małe plusiki dla niego jako kandydata na najlepszego trenera w postaci choćby akcji z końca meczu z Pacers.

Jak utrzyma taką grę swojej drużyny, a gwiazdy zaczną wracać, to kto wie, czy Wolves nie zapukają do pierwszej czwórki Zachodu.

Marcin Dorczyk [Insider-Team]: W tym miejscu miałem dylemat New York Knicks, czy Carmelo Anthony. Zdecydowałem się, że eqsequo umieszczę zespół z Nowego Jorku i ich lidera. W końcu to Melo jest najlepszym zawodnikiem zespołu prowadzonego przez Mike’a Woodsona, a Melo ze średnią 27 punktów na mecz i 7 zbiórek, zajmuje drugie miejsce wśród najlepszych strzelców całej ligi. Wyprzedza go tylko minimalnie James Harden. Knicks mają bilans 4-0, a na rozkładzie Mistrzów NBA – Miami Heat, solidnych 76-ers i pokonani dzisiejszej nocy Dallas Mavericks. Uważam, że fani zespołu z Wielkiego Jabłka nie powinni popadać w huraoptymizm po tych zwycięstwach. Dlatego, że jest to początek sezonu, a ekipy, które będą liczyć się w walce Play-Off formą najczęściej trafiają właśnie na najważniejszą część rozgrywek. Do tego jeśli wróci Amare Stoudemire obrona Knicks powinna znacznie ulec… degradacji. Choć losy New York Knicks dla mnie są obojętne, bo to będzie zespół sezonu regularnego, więc cieszy jedynie udany powrót charakternego Rasheeda Wallace’a, najstarszego debiutanta NBA – Pablo Prigioniego, a wisienką (jabłkiem) na torcie jest JR Smith, który ani raz nie wyszedł jako starter, ale zupełnie nie przeszkadza mu osiągać średnio ponad 17 punktów i 5 zbiórek. Na zachodzie Clippers mają Crawforda, a Knicks Smitha. Przyjdą Play-Off, gdzie liczy się obrona i maksymalnie co Knicks osiągną, to druga runda, ale jako największe zaskoczenie, to dla mnie nowojorscy Knicks, bo z początkiem sezonu  są jedyną niepokonaną drużyną w lidze.

Marcin Inglot: Damian Lillard, rozgrywający Portland Trail Blazers w swoim debiutanckim sezonie robi furorę na parkietach NBA. Przed rozpoczynającymi się rozgrywkami trudno mi było wskazać gracza, który może nawiązać walkę z Anthonym Davisem o nagrodę dla najlepszego debiutanta, na szczęście czas szybko to zweryfikował. Wobec absencji z powodu wstrząśnienia mózgu centra Hornets, Lillard jest jak na razie pierwszoplanową postacią wśród pierwszoroczniaków, co więcej jest jednym od których postawy w drużynie Portland najwięcej zależy. Trener Terry Stotts nie bez powodu daje Damianowi blisko 40 min gry na parkiecie, za co ten odwdzięcza mu się średnią w meczu 18.6ppg i 7.2apg.

2. Największe rozczarowanie początku sezonu?

Piotr Zarychta: Detroit Pistons. Nie chodzi mi o brak zwycięstw, tylko postawę. A już szczególnie Rodneya Stuckeya. Chyba zaraził się entuzjamem do gry od Charlie Villanuevy. Brakuje mi też większej liczby minut dla Andre Drummonda, który mógłby rozruszać tą drużynę swoją energią. Póki co Lawrence Frank goni swój rekord z sezonu 2009/10, kiedy to z Nets przegrał pierwsze 16 meczów.

Marcin Dorczyk [Insider-Team]:  Seria porażek zbytnio mnie nie szokuje, dlatego w tym miejscu umieszczam Celtics. Jeśli zespół ma jednego z najlepszych rozgrywających, a do tego takich strzelców jak Pierce, Lee, Terry, a pod koszem Gernetta i notuje ujemny bilans po pięciu rozegranych meczach (2-3), chwały im nie przynosi, bo przed sezonem byli stawiani jako faworyci do finału, a nawet mistrzostwa.Przegrana na własnym parkiecie z Bucks, wygrana po męczarniach z Wizards i porażka w ostatnim meczu, ponownie przed swoją widownię, tym razem z 76ers – to zdecydowało, że zaliczam Celtics jako rozczarowanie od początku sezonu. Choć od kilku sezonów Celtowie przyzwyczaili nas, że ich forma przychodzi na najważniejszą część sezonu, więc ten zespół potrzebuje czasu, by ustabilizować swoją formę. Sam sobie próbuję wytłumaczyć zespół Dova Riversa i nie jest to trudne. Spore zmiany w składzie, więc aby zrozumieć się w defensywie, zdecydowanie potrzeba czasu. Średnio 101 punktów tracone w obronie po pięciu meczach, są idealnym tego odzwierciedleniem. Dla zespołu, który słynie szczególnie z defensywy i od kilku sezonów jest w czołówce najlepiej broniących ekip – im szybciej poprawią ten element, tym szybciej wrócą na topowe miejsce w Konferencji Wschodniej. Z tego powodu Boston, jak i jego kibice nie muszą panikować. Na ławce mają jednego z najlepszych trenerów – Doca Riversa i generalnego menedżera, który w największym kryzysie nie traci cierpliwości – to wszystko powinno zaprocentować pod koniec sezonu.

Marcin Inglot: Los Angeles Lakers. Choć sam w tej rubryce nie chciałbym ich umieszczać ze względu na sympatię jaką ich darzę, lecz niestety sytuacja początku sezonu wymusiła na mnie taki wybór. Naszpikowana gwiazdami drużyna Jeziorowców wygrała jak dotąd jedynie dwa spotkania(Detroit Pistons, Golden State Warriors) przegrywając przy tym aż cztery(m.in. z Clippers). W głównej mierze ta słaba postawa Lakers na początku sezonu jest zasługą ich byłego już trenera Mike’a Brown’a, który nie udźwignął ciężaru posiadania tylu gwiazd w swoim składzie. Brak wykorzystania potencjału Nasha, to jeden z grzechów głównych, których dopuścili się Lakers. Princeton offense o którym już chyba każdy słyszał i większość widząc tak grających koszykarzy z Miasta Aniołów zastanawiał się, czy trzeba być aż takim specjalistą żeby zauważyć iż ten system gry to strzał w kolano? Na szczęście ktoś w końcu przejrzał na oczy i zwolnił Brown’a, który zupełnie nie sprawdził się tej roli. Wbrew słowom Stana Van Gundy’ego uważam iż ten ruch jest jak najbardziej przemyślanym ze strony zarządu.

3. Jak postrzegasz postawę Marcina Gortata? 

Piotr Zarychta: Gdybym odpowiadał na pytania wczoraj, to byłyby tutaj same pozytywy. Jednak obejrzałem mecz Suns przeciwko Utah Jazz i Marcin zdecydowanie obniżył loty. Nie umiał sobie poradzić z żadnym z czterech wysokich Jazz, przegrywając z nimi zarówno w obronie, jak i w ataku. Dawno nie widziałem go tak bezradnego po obu stronach parkietu. Poza tym jest jednak chyba największym pozytywem w grze Suns. Wreszcie odpuścił łapanie przeciwników na faule w ataku i zaczął walczyć w powietrzu o bloki. Fajnie też wygląda jego gra w ataku, w której nie jest zagubiony i czuje się komfortowo. Najbardziej to widać w spokoju, który mu towarzyszy, gdy dostaje piłkę. To największa różnica w stosunku do poprzednich sezonów.

Marcin Dorczyk [Insider-Team]:  Wielu analityków, naszego rodaka w NBA stawiała jako największą zagadkę przed obecnym sezonem. Powodem było odejściez Phoenix jednego z najlepszych rozgrywających w NBA – Stevego Nasha. Polak pokazuje, że bez Kanadyjczyka radzi sobie spokojnie w akcjach ofensywnych. Średnie 14 punktów i 11 zbiórek – robią wrażenie i są potwierdzeniem, że Marcin przez lato solidnie trenował. Choć w ataku może nie jest tak wykorzystywany, jak w poprzednim sezonie, a więcej przykłada się do defensywy – w końcu mając u boku Argentyńczyka – ten fakt nie może dziwić. Gortat nie powinien się tym przejmować, bo dzięki temu jest jednym z najlepszych graczy w defensywie. W sześciu meczach i średnie 4 bloki na mecz muszą budzić respekt wśród podkoszowych rywali Marcina. Z większym respektem dla Polish Machine będzie musiał pochodzić nawet były kolega Gortata – Dwight Howard. Cóż – krótko zwięźle i na temat. Marcinie – oby tak dalej!

Marcin Inglot: Po odejściu Steve’a Nasha z niecierpliwością czekałem jak bez swojego kreatora gry zaprezentuje się nasz rodzynek w NBA. Mecze reprezentacji Polski w kwalifikacjach do Eurobasketu dawały mi nadzieję na dobrą grę Marcin Gortata. Pierwsze spotkania nowego sezonu potwierdzają ciągły progres centra Phoenix Suns, który z meczu na mecz jest po prostu lepszy. Pozwolę sobie użyć stwierdzenia iż w obecnej chwili Marcin jest liderem „Słońc” notując średnio na spotkanie: 14.5ppg, 11.2rpg i 4.3bpg. Chciałbym zwłaszcza zwrócić uwagę na tę ostatnią statystkę, ponieważ polski center pod względem bloków jest jest jednym z najlepszych w całej lidze. Osobiście mam nadzieję, iż Marcin będzie rozwijał się dalej tak jak do tej pory osiągając zauważalny progres, bo z kogo mamy się cieszyć jako Polacy jak nie z naszego jedynaka?

Komentarze

komentarzy