Durant wyświadczył Wizards przysługę

04/07/2016
durant

Witam serdecznie przy okazji pierwszego wpisu na dedykowanym Washington Wizards blogu – Dystrykt Czarodziei. Ja nazywam się Bartosz Bielecki i kojarzyć mnie możecie z wpisów na Szóstym Graczu oraz Truth About It – blogu sieci ESPN TrueHoop, gdzie pełnię rolę polskiego korespondenta. Dystrykt Czarodziei będzie specjalnym miejscem na Z Krainy NBA, w którym znajdziecie przede wszystkim opinie o tym, co dzieje się w świecie Wizards. Dziś tekst o niespełnionym marzeniu fanów Wiz, czyli tzw #KD2DC.

Akcja #KD2DC rozpoczęła się dwa lata temu, przy okazji powrotu LeBrona Jamesa do rodzinnego Cleveland. Durant zapytany, co sądzi o takich powrotach, swoją odpowiedzią momentalnie rozpalił ogień w sercach kibiców Wizards, mówiąc, że jest fanem takich decyzji i bardzo kocha swój dom, jakim jest Dystrykt Columbii. Lokalni kibice wpadli w szał. Zaczęto masowo produkować t-shirty z napisem #KD2DC#, czy też wymieniające line-up Wall, Beal, Porter, Durant, Gortat, a także jerseye Wizards z numerem Duranta i sugestią jego nazwiska (bo NBA ponoć nie pozwala na produkcję jerseyów z nazwiskiem gracza innej drużyny). Zaraz po zakończeniu sezonu wystartował nawet Kick-Starter – zrzutka kibiców Wizards na KD.

Swoje działania rozpoczęli też menadżerowie Wizards: Ernie Grunfeld i Tommy Sheppard. Po sezonie zrezygnowano z Paula Pierce’a, bo ten chciał dwuletni kontrakt, a Wizards uparli się na jednoroczne umowy, żeby móc sięgnąć po Duranta. Podczas trade deadline, w ubiegłym sezonie mogli mieć Ryana Andersona, ale bali się, że jego salary zablokuje ruch po KD (to akurat dobrze, bo skończyli z o wiele tańszym, a niewiele gorszym Morrisem). Zespół pełen najemników na jednorocznych kontraktach nie powtórzył sukcesu z poprzednich dwóch lat. Ba, nie awansował nawet do Playoff. A to wszystko tylko po to, by Durant ostatecznie nawet nie spotkał się latem z reprezentacją Wizards.

Dlaczego Durant nie myślał nawet o Wizards w kontekście nowego klubu? Złożyło się na to wiele czynników. Przede wszystkim, skrzydłowy miał niemiłe doświadczenia związane z rozgrywaniem gier w Verizon Center. Chodzi o „kolegów z dzieciństwa”, którzy ustawiali się do niego w kolejkach po bilety, lub, co gorsza, po pieniądze. Kevin bał się, że grając dla Wizards, będzie musiał się z tym zmagać na co dzień, skoro przeszkadzało mu ich zachowanie, doświadczając go tylko raz do roku. Poza tym, Durant nie jest fanem waszyngtońskiej publiczności i trudno mu się dziwić. Kiedy dwa sezony temu przyleciał do D.C. ze swoimi Thunder, kibice Wizards bardzo gorąco go przywitali, niestety, do tego stopnia, że kibicowali mu i cieszyli się z każdych jego punktów w bardzo wyrównanym meczu, zakończonym game-winnerem Russella Westbrooka w dogrywce. Zimą tego roku, Durant przed meczem w D.C. stwierdził, że kibice pokazali wtedy brak szacunku do swojego zespołu i swoich gwiazd. Rozwścieczeni byli zresztą też Bradley Beal i John Wall. Kibice popadli więc ze skrajności w skrajność i wygwizdali Duranta kolejnego dnia. Kiepska publiczność Wizards była też zresztą czynnikiem przechylającym szalę na rzecz Celtics, przy ostatniej decyzji Ala Horforda. Z pewnością Duranta do Waszyngtonu nie przekonywały też wyniki zespołu w ubiegłym sezonie, bo zamiast potwierdzić swoje wielkie aspiracje, Wizards popadli w przeciętność.

O decyzji Duranta można mówić dwojako. Z jednej strony, zachować się nie w porządku w stosunku do miasta, które go wychowało i do drużyny, której wielkim kibicem był w przeszłości, bo Washington Wizards do tej rozmowy z Durantem przygotowywali się dwa lata. Kibice w bólach znosili kiepskie mecze swojej drużyny, podnoszeni na duchu jedynie marzeniem o KD w Wizards. Na koniec dostali od swojego ulubieńca wielki pstryczek w nos.

Z drugiej strony – i w ten sposób osobiście myślę o tej sytuacji – można powiedzieć, że Durant wyświadczył Wizards przysługę. To dlatego, że Wizards mogli jeszcze przed Free Agency przystąpić do planu B. Durant wiedział od razu, że do Wizards nie dołączy i nie chciał robić im złudnej nadziei. Drużyny, którym udało się z Kevinem porozmawiać, mogą się okazać przegranymi tego offseason. Mam tu na myśli Warriors, Clippers, czy Spurs. Rynek wolnych agentów pustoszeje w niewiarygodnym tempie i wymienione drużyny mogą zwyczajnie „obudzić się z ręką w nocniku”, kiedy okaże się, że Durant po prostu zostanie w Oklahomie.

Tak więc Wizards nie marnowali czasu. Wystartowali do Nicolasa Batuma i Ala Horforda, choć ostatecznie nic nie ugrali. Mogą jednak wciąż budować drużynę na lata, a nie czekać na decyzję Duranta lub pozostawać w stanie zawieszenia na kolejne dwa lata, żeby trzymać Durantowi otwartą furtkę, gdy temu skończy się kolejny kontrakt. Durant wyraźnie odmówił Wizards. I to bardzo dobrze.

Kopiuj link do schowka