Drugie śniadanie: 24.02.14

25/02/2014
Tim Hardaway Jr.

Tim Hardaway Jr./ fot. Flickr

Za nami kolejna emocjonująca noc, lecz jednocześnie bolesna dla zawodników i kibiców New York Knicks. Co działo się na parkietach NBA i jak padały ostateczne rozstrzygnięcia? Zapraszam na drugie śniadanie.

Dallas Mavericks vs New York Knicks 110-108

Carmelo Anthony po raz piąty w tym sezonie rzucił co najmniej lub więcej niż 40 punktów. Ubiegłej nocy jego licznik zatrzymał się na 44, w tym 7 razy trafiał zza łuku. Problem w tym, że Knicks przegrali po buzzer-beaterze Dirka Nowitzkiego, który choć nie miał najlepszego dnia (6-13 z gry, w tym 0-5 za 3 pkt.), to w najważniejszym momencie nie zawiódł. Być może był to jeden z najbrzydszych zwycięskich rzutów w karierze Niemca, ale prawda jest taka, że krucha twierdza w Madison Square Garden została zdobyta po raz 19. w bieżących rozgrywkach (bilans Knicks 12-19).
Podopieczni Mike Woodsona w finałowych 90 sekundach odrobili 8 punktową stratę do przeciwnika. Jeszcze wcześniej w jednej akcji popisali się 3 zbiórkami ofensywnymi by w końcu Anthony mógł znaleźć drogę do kosza. Determinacji im nie brakowało, ale zbyt wąska kadra oraz słaba defensywa doprowadziła do smutnego finału dla Knickerbocker. Wśród Mavericks na największe brawa zasłużył Vince Carter, który z ławki rezerwowych zdobył 23 punkty (najwięcej w zespole), w tym był 7-12 zza łuku. Bez niego zwycięstwo Mavs byłoby niemożliwe.

Sponsor serwisu

Milwaukee Bucks- Philadelphia 76ers 130-110

Kozły pozamiatały przeciwko 76ers. Jest to ich dopiero 5. wygrana w delegacjach, a dla podopiecznych Bretta Browna była to 11. porażka z rzędu i obecnie Philadelphia jest najzimniejszą drużyną w całej NBA. Taka nieprzyjemna seria nie przytrafiła się klubowi z miasta Braterskiej Miłości od sezonu 1996-97, kiedy polegli w 12 meczach z rzędu.
W pierwszej połowie Bucks wygrywali w zbiórkach różnicą 29-13, ale najistotniejszą rubryką były punkty. Goście mieli ich 73,w tym 39 ze strony rezerwowych, a gospodarze zaledwie 44. Wśród gości trudno jest wyróżnić najlepszego gracza, ale najbardziej rzuca się w oczy występ O.J. Mayo, który miał najwięcej punktów ze wszystkich zawodników (25), a wspierał go Ersan Ilyasova. Turek, choć pragnie opuścić klub, wciąż zachowuje się profesjonalnie. Był 7-9 z gry, co złożyło się na 20 oczek oraz miał 4 zbiórki i 3 asysty.

Golden State Warriors- Detroit Pistons 104-96

Pistons pękli dopiero w końcówce czwartej kwarty, a było to spowodowane tym, że GSW podkręcili defensywę, dokładnie w tym momencie, kiedy była im najbardziej potrzebna. Przy stanie 97-94 na niecałe 3 minut do zakończenia meczu Wojownicy przypuścili run 9-2 i zapewnili sobie 4. zwycięstwo z rzędu. Klay Thompson w ostatnich 12 minutach gry zdobył 12 punktów, czyli o jeden mniej niż cała drużyna Detroit. Jermaine O’Neal godnie zastąpił Davida Lee (gorączka). W 27 minut zapisał na swoim koncie 16 oczek oraz 10 zbiórek.

Los Angeles Clippers- New Orleans Pelicans 123-110

W tym spotkaniu mieliśmy mnóstwo highlightów, ale jak to w większości przypadków bywa zdominowali je gracze LAC, zwłaszcza Blake Griffin do spółki z DeAndre Jordanem. Nie było to trudne, ponieważ byli dokarmiani dokładnymi podaniami od Chrisa Paula, który choć rozegrał zaledwie 30 minut, to był najlepszym zawodnikiem meczu. Zanotował 13 asyst, w tym ani jednej straty i dołożył do tego 19 punktów. Wśród pokonanych na największe wyróżnienie zasłużył Alexis Ajinca. Po dwóch sezonach spędzonych we Francji powoli odnajduje się w NBA. Jego 19 oczek, to najlepszy dorobek punktowy w karierze w pojedynczym meczu. Pelikany gorzej dzieliły się piłką od gości (24 do 34), a także szwankowała ich egzekucja w ataku (New Orleans 42.5%, a Clippers 51.8%). Podopieczni Doca Riversa zdominowali początek 3 kwarty, gdzie zanotowali run 15-2, dzięki czemu do samego końca kontrolowali spotkanie.

Boston Celtics- Utah Jazz 98-110

Jazzmani jako jedyni ubiegłej nocy obronili honor gospodarzy wygrywając z Celtics. Do składu Utah powrócił ich podstawowy center Derrick Favors i od razu zaznaczył swoją obecność na parkiecie. Był 8-9 z gry, co dało mu 20 punktów. Bez swojego środkowego Jazz mieli fatalny bilans 0-9. Warto zaznaczyć, że w bieżących rozgrywkach, kiedy Tyrone Corbin ma do dyspozycji Favorsa, Marvina Williamsa, Treya Burke’a, Richarda Jeffersona oraz Gordona Haywarda (10 asyst) Jazz w takim przypadku wygrali 17 z 26 spotkań. Kiedy musi kombinować z ustawieniem pierwszej piątki, to Utah legitymuje się bilansem 3-33.
Celtics pozwalali rywalom na zbyt wiele w pomalowanym, gdzie stracili 55 punktów, a także w porównaniu do przeciwnika razili nieskutecznością trafiając 44.0% swoich rzutów przy 55.0% gospodarzy. Boston na początku drugiej połowy zbliżyli się do rywala na odległość 9 oczek, ale to było wszystko na co było ich stać tego wieczora.

Kopiuj link do schowka