Drugie śniadanie: 03.12.13

04/12/2013
michael carter

fot. Flickr

Osiem spotkań i dużo ciekawych indywidualnych występów, zwłaszcza pierwszoroczniaków z Orlando i Filadelfii. Sprawdzamy, co się działo na ligowych parkietach poprzedniej nocy.

Orlando Magic (6-12) Philadelphia 76ers (7-12) 125:126

Sponsor serwisu

Podwójna dogrywka w tym meczu mówi wszystko o jego charakterystyce. Dużo walki, ale też dużo błędów. Ostatecznie gospodarze utrzymali się przy życiu, ale nie było im łatwo odeprzeć ataków gości z Florydy. Był to także pierwszy mecz w historii NBA, w którym dwóch pierwszoroczniaków zanotowało triple-double. Michael Carter-Williams zakończył spotkanie z dorobkiem 27 punktów, 12 zbiórek i 10 asyst, z kolei Victor Oladipo zdobył 26 punktów, 10 zbiórek i 10 asyst.

?wietnie wyglądał także Arron Afflalo, który zdobył 43 punkty, co jest rekordem jego kariery. Sixers wygrali mimo faktu, że Magic rzucali 50% z gry. Ofensywną Szóstek kierował Carter-Williams, który właśnie został debiutantem miesiąca na wschodzie.


Milwaukee Bucks (3-14) Boston Celtics (8-12) 100:108

Ekipa z Bostonu rzuciła w tym meczu rekordowe 11 trójek w sezonie. Rekordowe dla nich oczywiście. W czwartej kwarcie gospodarze rzucali na skuteczności 70% z gry, zdobyli w tej odsłonie aż 39 punktów przypieczętowując zwycięstwo nad najsłabszą drużyną w NBA. Był to dla ekip drugi mecz z rzędu przeciwko sobie. Poprzedni Bucks wygrali u siebie 92:85.


Denver Nuggets (11-6) Brooklyn Nets (5-13) 111:87

Siódme zwycięstw z rzędu podopiecznych Briana Shawa. Bryłki zaczynają udowadniać swoją wartość i dopóki nie dopadną ich problemy z kontuzjami, mogą myśleć o wielkich rzeczach w konferencji zachodniej. Nikt już nie krytykuje nowego coacha zespołu. Przeciwko Nets zespół rozegrał bardzo dobrą drugą i trzecią kwartę zdobywając w nich łącznie 62 punkty.

Defensywna Brooklyn Nets nadal stała na bardzo niskim poziomie, dlatego Nuggets nie mieli żadnych problemów z lataniem nad głowami swoich rywali. Przez niemal 48 minut grali swoją koszykówkę.


Detroit Pistons (8-10) Miami Heat (14-4) 107:97

To dopiero ciekawa historia. Detroit Pistons przerwali serię dziesięciu zwycięstw z rzędu Miami Heat i wracają do Mo-Town z bardzo ważnym zwycięstwem. Czyżby sprawy w zespole zaczynały nabierać nowego wyrazu? Aż siedmiu graczy Pistons zdobyło 10 lub więcej punktów. W starciu zabrakło za to Dwyanea Wadea, który narzekał na ból w kolanie. To pokłosie usunięcia łąkotki z kolana we wczesnym etapie kariery zawodnika.

Obrona Heat pozwalała rzucać Tłokom 50% z gry. Poza tym goście zdobyli 60 punktów w pomalowanym, dobrze wykorzystując swoją przewagę. Andre Drummond zebrał w tym meczu aż 18 piłek. Co więcej Heat popełnili aż 18 strat, co zakończyło się 29 punktami.


Phoenix Suns (9-9) Memphis Grizzlies (9-8) 91:110

Drugi mecz z rzędu Grizz musieli sobie radzić bez Zacha Randolpha. Dave Joerger szkoleniowiec ekipy z Memphis, pod koszem postawił na Kosta Koufosa i Eda Davisa, ale prawdziwy przełom miał Jon Leuer. Dotąd gracz schowany na końcu ławki rzucił w spotkaniu z Suns 23 punkty i zebrał 9 piłek. Goście pozwolili gospodarzom rzucać 54,8% z gry, co w połączeniu z dobrą defensywą Grizzlies przyniosło bardzo ważne zwycięstwo na początek 5-meczowej serii na własnym parkiecie.


[reklama]

Charlotte Bobcats (8-11) Dallas Mavericks (11-8) 82:89

Przykrą historią tego meczu jest złamanie ręki przez Michael Kidda-Gilchrista. Jeden z najważniejszych zawodników w rotacji Stevea Clifforda wypadnie z gry na kilka tygodni. Bobcats prezentowali się w tym meczu bardzo dobrze aż do czwartej kwarty, którą przegrali 29:15, oddając gospodarzom zwycięstwo. Monta Ellis i Dirk Nowitzki w ostatniej odsłonie zdobyli aż 24 punkty jeszcze raz potwierdzając, że świetnie czują się w swoim towarzystwie. Oba zespoły rozegrały ze sobą dotąd 18 meczów. Rysiom udało się urwać tylko jedno zwycięstwo.


Oklahoma City Thunder (13-3) Sacramento Kings (4-12) 97:95

Początek tego starcia dla Oklahomy City Thunder był naprawdę trudny. To zwycięstwo przyszło ekipie Scotta Brooksa po naprawdę trudnej walce. Kings w czwartej kwarcie zrobili run 30:19, ale ostatecznie o zwycięstwie gości przesądziło doświadczenie. Dobra postawa Kings była pozytywnym zaskoczeniem, zwłaszcza że grali bez swojego centra DeMarcusa Cousins, który został odsunięty od gry przez lekko podkręconą kostkę.

Brak środkowego zaznaczył się jednak w środku, gdzie Thunder wygrali rywalizację 40:26. Ostatecznie kluczowym punktem meczu dla OKC był run 18:0, który pozwolił im wypracować przewagę, jakiej nie udało się Kings odrobić.


Toronto Raptors (6-11) Golden State Warriors (11-8) 103:112

Czwarta kwarta tego spotkania była ofensywnym popisem podopiecznych Marka Jacksona. Warriors w 12 minut zdobyli 42 punkty zatrzymując Toronto Raptors na 15. Dzięki temu obronili własny parkiet i zapisali na swoje konto kolejne zwycięstwo. GSW przed rozpoczęciem finałowej odsłony przegrywali już 18 punktami, prezentując zupełnie inną koszykówkę niż tą, do której nas przyzwyczaili. Dla ekipy z Toronto była to dziewiąta porażka z rzędu w Oracle Arena.

Jedną z najciekawszych statystyk całego meczu może być tak, której w zasadzie nie ma, czyli 0 zbiórek w obronie Raptors podczas 12 minut czwartej kwarty.


Kopiuj link do schowka