Draymon Green: Trochę zj***łem naszą grę ofensywną

27/12/2018
Golden State Warriors Draymond Green Jeff Swinger-USA TODAY Sports

Czy Golden State Warriors maja problem? Kwestia obranej perspektywy – być może wciąż są ponad ligową stawką, ale Draymond Green jest w sporym dołku i temu trudno zaprzeczyć.

Noc świąteczna w NBA dostarczyła pewnych emocji – największe pojawiły się chyba w ostatnim chronologicznie meczu. W nim Lakers stłukli niemiłosiernie Warriors, pomimo nieobecności LeBrona Jamesa w drugiej połowie. LeBron zrobił sobie coś z pachwiną i wyglądało na to, że było to bolesne – badania wykazały jednak, że to nic poważnego i LBJ ma status ‚day-to-day”, więc lada moment zagra znowu.

Sponsor serwisu

Zastanówmy się jednak nie nad sensacyjnym zwycięzcą (sensacją jest tu nie samo zwycięstwo, ale raczej jego rozmiar), ale nad dotkliwie pokonanymi Warriors. Jak na ten moment piastują pierwsze miejsce w konferencji zachodniej – tak jak to powinno mieć miejsce wedle wszelkich przewidywań. Mimo wszystko jednak obecny sezon nie należy do najłatwiejszych i do najbardziej przekonujących w wykonaniu GSW. Zespół długo grał bez Stepha Curry’ego, trener nie jest zadowolony z ruchu piłki, plotki o Durancie opuszczającym Oakland osiągają apogeum i doprowadziły do awantury w szatni, a Draymond Green.. No właśnie, co z Draymondem Greenem?

Bardzo popularna jest opinia, że pomimo mniejszego talentu niż koledzy, to Dray był kluczowym ogniwem mistrzowskich Warriors w ostatnich latach. Ten sezon należy do najsłabszych w jego karierze, nie licząc początków, kiedy to nie dostawał znaczących minut. Green zawiódł we wspomnianym meczu z Lakers i sam to otwarcie przyznał w rozmowie z Anthonym Slaterem z The Athletic:

„Musimy po prostu grać lepiej. Ja sam muszę zacząć grać lepiej. Przyznaję, że trochę zj***łem naszą ofensywę i w dużym stopniu zepsuło to rytm całego meczu. Musze zacząć grać po prostu lepiej.”

„Cóż, oni grali obronę pełną sztuczek, a ja byłem bardzo niepewny przy oddawaniu rzutów i przy inicjowaniu zagrywek. Po prostu nie byłem wystarczająco agresywny w grze. To sprawiło, że ich sztuczki działały, a to z kolei wytrąciło z rytmu całą resztę ekipy – z rytmu, którego już nie odnaleźliśmy. Biorę to na siebie. Musze po prostu być lepszy – i będę lepszy. To była obrona oparta na sztuczkach, które powinienem był bez trudu odczytać. Niestety, nie zrobiłem tego tej nocy.”

W tym spotkaniu Draymond Green trafił 2/7 rzutów z gry, zdobył zaledwie 4 punkty, przy 5 asystach aż 4 razy stracił piłkę i zszedł z boiska z 6 faulami na koncie. Jest to występ zdecydowanie z kategorii tych „nieudanych”. Podobnie jest jednak w całym bieżącym sezonie. Ofensywne statystyki poszły u Greena w dół – zdobywa o 4 punkty mniej niż w ubiegłym sezonie. Owszem, spędza na parkiecie średnio 2 minuty krócej, oddaje mniej rzutów, ale trzeba zwrócić uwagę na skuteczność. Podczas gdy w najlepszych latach rozciągał grę trójką na skuteczności bliskiej 40%, na dzień dzisiejszy notuje okrutnie słabe jak na dzisiejsze ligowe standardy 22%.

źródło:YouTube/House of Highlights

Mówiąc o „obronie pełnej sztuczek” [org. „gimmick defense”], Green miał na myśli defensywę, która zupełnie odpuszczała go z piłka na dystansie. Odpuszczała wiedząc, jak słabo od dłuższego czasu spisuje się Draymond jako strzelec z dystansu. Czy to oznacza, że Steve Kerr musi z niego zrezygnować, żeby usprawnić grę? Raczej nie – bez niego Warriors tracą o 9 punktów na 100 posiadań więcej, stając się 21. obroną ligi. Trener Kerr musi więc zacząć inaczej korzystać ze swojego podkoszowego w ofensywie i liczyć na to, że pozostanie zdrowy.

Zdrowie jednak może być problemem najpoważniejszym. W ubiegłych latach Greenowi zdarzało się opuścić kilkanaście spotkań – w tym sezonie już przesiedział na ławce 14 meczów. Nigdy nie są to poważne urazy – najczęściej bóle pleców, o których mówi się już od dłuższego czasu w kontekście Dray’a. Kilkanaście opuszczonych spotkań to nie tragedia, ale mam wrażenie, że nawet kiedy gra, to najczęściej nie czuje się w pełni fizycznej sprawności. Tutaj kółko się trochę zamyka – doskwierające Greenowi bóle pleców mogą mieć wpływ na jego słabszą dyspozycję rzutową, która trwa już od trzech sezonów. Koniec końców wygląda to tak, że Warriors są w tym sezonie słabsi o Draymonda Greena właśnie, który długo był centralną osią gry i w zasadzie stał się asumptem do powstania całej small-ballowej rewolucji. Warriors wciąż są dużymi faworytami do zdobycia tytułu i nie jest to moment na dramatyzowanie, ale pomyśl o tym: trzy lata temu GSW przegrali tylko 9 spotkań w sezonie. Rok temu przegrali 24 spotkania – w tym sezonie już w grudniu ponieśli 12. porażkę. Słabsza forma Draymonda Greena sprowadza Warriors na ziemię – nawet jeśli nie, to przybliża ich do poziomu reszty ligi i stawia w zasięgu kilku ekip. A być może daje tylko złudną nadzieję.

Kopiuj link do schowka