Czy Trae Young od początku będzie gwiazdą Atlanty Hawks?

16/08/2018
Trae Young Hawks Melissa Majchrzak/NBAE via Getty Images

Jak na ten moment, Hawks wydają się najsłabszym zespołem w lidze – z racji na młodego i interesującego Trae Younga, nie wydają się jednak najnudniejszym zespołem.

Prawda jest taka, że Atlanta Hawks nigdy nie byli specjalnie medialni. Nawet wtedy, kiedy wygrywali konferencję wschodnią kilka lat temu, a praktycznie cały trzon ich zespołu występował w All-Star Game, Hawks nie byli drużyną na afiszach. Nie pomagał w tym metodyczny i mało widowiskowy styl gry, ale też sama organizacja ma chyba problem z wizerunkiem od czasów Dominique Wilkinsa.

Kilka sezonów temu Hawks wygrywali, a ulubieńcami globalnego kibica nie byli (lokalni fani na pewno kochają Hawks). Teraz, klub wchodzi w przebudowę – łatwo sobie więc wyobrazić, jak łatwo będzie o nich zapomnieć, kiedy będą wyjątkowo często przegrywać. Drużyna z Atlanty jak tlenu potrzebuje czegoś ekscytującego, żebyśmy zupełnie nie zapomnieli o ich istnieniu. Tutaj z pomocą przychodzi Trae Young.

Young, który dołączył do zespołu w tegorocznym drafcie, jest z marketingowego punktu widzenia bardzo logicznym wyborem. Bardzo ograniczony przez warunki fizyczne rozgrywający może mieć w NBA problemy i może się okazać, że uniemożliwi mu to zrealizowanie w pełni swojego sportowego talentu. Pod tym względem może się okazać za kilka lat, że wybór Trae Younga nie był najlepszy. Przebudowa w NBA nie tyczy się jednak wyłącznie kwestii sportowych. Kluby decydują się „zacząć od nowa”, żeby osiągać w przyszłości sukcesy. Te mierzy się w lidze nie tylko liczbą zwycięstw, ale też (może przede wszystkim) zarobkami klubu i jego potencjałem marketingowym. Wygrywanie spotkań to jedno, ale trzeba tez przyciągnąć ludzi na trybuny i przed ekrany.

Który z debiutantów gwarantuje takie zainteresowanie co Young? W tegorocznej klasie draftu można powiedzieć jedynie o Donciciu, że będzie bardziej ekscytujący do oglądania na początku swojej kariery, ale nie jestem pewien, czy tu w Europie nie widzimy tego trochę inaczej niż w Stanach. Trae Young był rewelacją w ubiegłym sezonie NCAA. Notował często mecze na około 30 punktów i 10 asyst. Rekord punktowy? 48 oczek. Rekord Asyst? 22 podania kończące w meczu. 10 trójek oddawanych na mecz, drybling, przegląd pola. Szybko okrzyknięto go Stephenem Curry 2.0, tylko w bardziej filigranowej powłoce.

Ze swoim zespołem nie odniósł on końcowego sukcesu – w najważniejszym momencie trochę nawet obniżył obroty, ale w świadomości wciąż mamy jego duży talent i możliwości. Kanonady trójek i błyskotliwe asysty nie są jednak tym, co nas najbardziej ekscytuje. Ekscytująca jest ciekawość – czy poradzi sobie w lidze, gdzie będzie grał ze znacznie większymi ludźmi? W pewnym sensie to ryzyko jest też atutem wybory Younga przez Hawks. Ręka w górę, kto obejrzy jakiś mecz Hawks tylko ze względu na Trae Younga?

No niestety, ciężko jest umieścić w wyjściowej piątce rozgrywającego o posturze Kurczaka Malutkiego. W obronie będzie problemem, a i w ataku może być to niemały kłopot. Young nie jest jednak rzucany na głęboką wodę. W składzie Hawks znajduje się też Jeremy Lin. Pytanie brzmi, czy Young będzie podstawowym rozgrywającym? To jest zawodnik, który ze względu na swoje cechy, musi dopiero odnaleźć swoją drogę, swój sposób gry na poziomie NBA. Ma on dużo trudniej niż – dajmy na to – DeAndre Ayton. Środkowy Suns wie, jakie są jego mocne strony i co musi robić, żeby sobie poradzić. Young to zagadka. Dostaniemy rozgrywającego nastawionego na asysty, czy raczej strzelca? Wchodzącego pod kosz dryblującego, czy grającego częściej bez piłki? Trudno powiedzieć – zawodnik, z pomocą sztabu trenerskiego, musi dopiero odkryć, co zadziała najlepiej i zredukuje braki fizyczne.

W przypadku Jeremy Lina wiemy, czego możemy się spodziewać. Nie wiemy, jakiej spodziewać się formy, bo sporo ma za sobą problemów zdrowotnych, ale jeśli chodzi o styl gry, to nie ma zagadek. Lin dobrze wchodzi pod obręcz, radzi sobie w pick’n’rollu, coraz lepiej rzuca też z dystansu. Ze swoim ugruntowanym już stylem jest znacznie pewniejszym wyborem jako pierwszy rozgrywający. Trae Young zapytany o jego rolę w rotacji, dał do zrozumienia, że nie przejmuje się tym aż tak bardzo:

„Cóż, po prostu poczekamy i zobaczymy co się wydarzy. Nie jestem w to wszystko tak zaangażowany. Wiem, że dostanę swoją szansę na grę i zrobienie swojej roboty na parkiecie. Muszę po prostu mieć pod kontrolą wszystko to, co powinienem mieć pod kontrolą.”

Z pewnością ma on rację. Być może wie już, że zacznie jako rezerwowy. Oczywiście, zespół w przebudowie, planujący tankować, to świetne miejsce na eksperymenty i nawet ewentualne porażki nie są przeciwwskazaniem dla grania przez Younga dużych minut w pierwszym składzie. Dla dobra samego gracza, lepiej będzie chyba jednak, jeśli zacznie swoją przygodę z ławki.

Pierwsze piątki są z założenia bardziej poukładane taktycznie. Jeśli przeciwnicy Trae Younga byliby zawodnikami pierwszej piątki, oznaczałoby to, że spotka się on ze zorganizowaną obroną skupioną prawdopodobnie właśnie na nim, jako na największym potencjalnie zagrożeniu. Grając przeciwko rezerwowym ustawieniom, na przykład w drugich kwartach, może dostać znacznie więcej swobody, co z pewnością pomoże mu w odkrywaniu swojego potencjału. Nikt chyba nie chciałby, żeby został on na starcie swojej kariery zagryziony przez najlepszych obrońców rywali i nigdy nie dostał okazji na pokazanie światu na co go stać.

Widzieliśmy już w lidze letniej, a także w późniejszym etapie rozgrywek NCAA, że jeśli obrona skupia się na Youngu, to jest mu ogromnie ciężko pokazać się z dobrej strony. Nie wystawianie go od początku w pierwszym składzie i pozostawienie w cieniu, być może kłoci się odrobinę z całą tą marketingową stroną sportu, o której wcześniej pisałem, ale dla dobrego rozwoju gracza może być kluczowe. Young jako zmiennik Lina może być więc pewnym pójściem na kompromis, które wydaje się najrozsądniejsze.

Kopiuj link do schowka