Czy środkowi w NBA wyginą?

30/06/2018
Abdul Jabbar Olajuwon NBA

Dziesiątki lat przed panowaniem króla Jamesa i rewolucją pozycji w koszykówce, na parkietach NBA najbardziej dostojną i prestiżową pozycją była pozycja Centra (środkowego). Elita wysoko urodzonych pożądana była przez wszystkie zespoły. Do tego grona należeli między innymi: król tablic Wilt Chamberlain, jego nemezis Bill Russell – 11-stokrotny mistrz NBA, Kareem Abdul-Jabbar – sześciokrotny MVP sezonu zasadniczego, czy Shaq – czterokrotny mistrz NBA. Na tej wyższej klasie opierano całe drużyny. Włodarze czekali czasem lata, żeby jeden z błękitno krwistych zasilił ich szeregi.

W roku 1984, zgodnie z obowiązującą doktryną, Houston Rockets i Portland Trail Blazers wybrali w drafcie z numerem 1 i 2 dwóch centrów – Hakeema Olajuwana i Sama Bowie. Obydwie drużyny uznały, że są lepszą inwestycją na przyszłość niż wybór rzucającego obrońcy, absolwenta Uniwersytetu Północnej Karoliny – Michaela Jordana. W Houston próbowano grać z dwoma centrami w pierwszej piątce. Ten duet nazwano Bliźniaczymi wieżami (Twin Towers). Ralph Sampson i Hakeem Olajuwan mieli zdominować grę pod koszem i doprowadzić drużynę do mistrzostwa. Nawet w czasie ery Chicagowskich Byków, wiele drużyn dalej bazowało na silnym centrze (Miami, San Antonio, Orlando/Lakers, Nowy Jork itd.).

„Skuteczny center nie powinien pozwalać na zdobycie łatwych punktów pod koszem przez przeciwnika – podkreślał Jabbar – Dobry ofensywnie środkowy posiada listę zagrań dzięki którym nikt w pojedynkę nie będzie mógł go bronić.”

Panowanie Centrów trwało stosunkowo długo, a wraz z pojawieniem się po roku 2004 nowych młodych środkowych, wydawało się, że ród ten przetrwa i nie odda swoich wpływów.

Niektórzy twierdzą, że świat koszykarski już od dawna podkopywał autorytet centrów konsekwentną zmianą przepisów na niekorzyść wysokich, dominujących zawodników. W roku 1955 wprowadzony zostaje zegar 24 sekundowy który zmusza do szybszych akcji zakończonych przed upływem regulaminowego czasu. Kolejnymi utrudnieniami było stworzenie linii za 3 punkty która faworyzowały niższych strzelców czy zastosowanie limitu pięciu sekund gry plecami do kosza, który utrudniał środkowym grę pod koszem i zastawiania się ciałem.

Jednak największym wrogiem tej elity centrów okazała się koncepcja gry ‘Small Ball’. Styl gry który poświęca wzrost dla szybkości i precyzji strzelców z dystansu ograniczając środkowych do ról drugoplanowych. Szybsza ofensywa i rozbicie defensywy wyborowymi strzelcami nie pozwala centrom grać w tradycyjny sposób. Zamiast nich na tej pozycji mogą wtedy grać silni skrzydłowi z dobrym rzutem za trzy.

Zmiany te zostały zapoczątkowane wraz ze stworzeniem super drużyny w Miami, gdzie Erik Spoelstra stopniowo ograniczał rolę centra, grając niższymi zawodnikami. W następnych latach środkowi stali się coraz mniej potrzebni, czego przykładem jest dzisiejszy Hampton 5. Obecnie centrowie nie przypominają już swoich przodków z zamierzchłych czasów, a trenerzy rzadko widzą w nich kamień węgielny swoich zespołów. Rewolucja zmieniła obraz gry i wizerunek NBA, z którym wielu emerytowanych koszykarzy nie może się do dziś pogodzić. Nowoczesna koszykówka nie przypisuje zawodnikom konkretnych ról. Z połączenia skrzydłowych i obrońców powstają hybrydy. Przykładem takich zawodników są Ben Simmons czy Giannis Antetokounmpo, którzy mogą grać jako rozgrywający a także jako skrzydłowi. Kolejnym wynalazkiem który zaburza tradycyjny podział ról jest pozycja tzw. stretch four. Jest to silny skrzydłowy który oprócz dobrej gry pod koszem posiada także rzut z dystansu, jest nim Kevin Love czy Channing Frye.

Przy obecnej tendencji środkowi nie mają wyboru – albo zdecydują się dostosować do nowych realiów, albo odejdą po cichu, zapomniani, a czasem nawet niechciani. Marc Gasol czy Joel Embiid zdecydowali się podążać za nową modą. Zawodnicy ci oprócz świetnej gry pod koszem, potrafią zagrozić rzutem za trzy bądź szybką zasłoną przy pick’n rollu. Z drugiej strony barykady pozostają Hassan Whiteside i mający swoje najlepsze lata za sobą Dwight Howard. Dawny superman jest zresztą bliski wykupu swojego kontraktu z Brooklyn Nets i szukania następnej przystani dla swoich talentów. Wygląda na to, że coraz więcej drużyn właśnie w taki sposób chce osiągnąć sukces i kopiuje wzory sprawdzone przez zwycięskich Golden State. Czyżby to ostatni gwóźdź do trumny centrów? Czy zostaje nam tylko wspominać walkę tytanów pod koszem i z łezką w oku spoglądać na powiewające pod dachem hali koszule byłych gwiazd…

Powyższym zdaniem mógłbym zakończyć artykuł, gdyby nie kilka małych szczegółów. Wśród pierwszej dziesiątki zawodników wybranych w tegorocznym drafcie, aż trzech gra na pozycji centra, w tym Deandre Ayton, który został wybrany z numerem 1. Analizując wybory drużyn, były rozgrywający Detroit Chauncey Billups na antenie ESPN wyraził nadzieję, że być może koszykówka wróci niebawem do swoich źródeł. Oczywiście, pierwsza jaskółka wiosny nie czyni, warto jej się jednak przyjrzeć bliżej. Jeśli wrócimy do playoffów Konferencji Zachodniej, zobaczymy tam Clinta Capelę, który miał duży wpływ na zwycięstwa Houston i ich wyrównaną walkę z Golden State. Na Wschodzie natomiast ostoją drużyny z Filadelfii był inny center Jole Embiid. Ważne role w swoich drużynach grali tacy zawodnicy jak Rudy Gobert czy nawet Javale McGee, który dołożył kilka kluczowych punktów w finałach z Cavs. Drużyny upodabniając się do siebie nawzajem, dostosowując swój styl gry do obecnie panujących kanonów nie przypuszczają jeszcze, że być może pewnego dnia jedynym sposobem na grających ‘small ball’ będzie tradycyjna koszykówka, z klasycznymi centrami. Kto wie czy sztab menadżerski z Nowego Orelanu nie zatryumfuje jeszcze ze swoją interpretacją ‘bliźniaczych wież’. Czas pokaże czy ‚Small Ball’ po osiągnięciu szczytu popularności ewoluuje w jeszcze inny styl gry czy może ustąpi miejsca wariacji na temat tradycyjnej koszykówki z dominującym centrem na swoim właściwym miejscu. Jeśli druga opcja okaże się prawdą, to na salony znów powróci dumny choć zapomniany już trochę ród…

Kopiuj link do schowka