Kto jest Rookie of the Year? [Czwartkowy Łoziński]

16/03/2017

Toczy się mała polemika o to, czy Joel Embiid powinien otrzymać nagrodę dla najlepszego pierwszoroczniaka. Pozwolę sobie wziąć w niej udział i przedstawić mój punkt widzenia, poparty argumentami bardziej rozbudowanymi niż te w stylu mam to gdzieś, że grał mało, bo tak to nawet mój 9 letni syn nie prowadzi dyskusji.

Przypomnę, iż najmniej w historii meczy rozegrał Patrick Ewing – 50 – gdy otrzymał nagrodę ROY.

Zacznę od tego, że w żaden sposób nie chce umniejszać talentu młodego Kameruńczyka. Jest kozakiem i niewątpliwie centrem przyszłości. Jego statystyki za ten mini sezon robią wrażenie 25,4 minuty, 46,6%z gry, 36,7% za trzy przy 3,2 rzutach na mecz, 78,3% z linii, 7,8 zbiórki, 2,1 asysty, 2,5 bloku, 0,9 przechwytu, 3,6 straty i 20,2 punktu. Bez cienia wątpliwości oczywistym jest, że gdyby rozegrał cały sezon lub chociaż te 50 gier ROY byłby bezdyskusyjnie jego. Potrafi już teraz bardzo dużo a ma jeszcze przed sobą wiele lat by podszkolić i rozwinąć swoją grę. Oczywiście pod warunkiem, że nie okaże się kolesiem ze szkła, bo patrząc na to co za nami, czyli na trzy lata podczas których rozegrał 31 gier, to można mieć wątpliwości.

W moim odczuciu, jednak 31 gier to za mało aby otrzymać ROY, zwłaszcza, że zostały one rozegrane tak jak w przypadku Embiida. Trzeba uczciwie powiedzieć, że Joel grał tak naprawdę na innych warunkach niż reszta debiutantów. Był uprzywilejowany i ciężko komuś dawać nagrodę za udział winnych zawodach niż reszta. To tak jak by w biegu na sto metrów siedmiu kolesi startowało normalnie a jeden ze startu lotnego.

Właściwie przez cały sezon występował na świeżości, zdecydowana większość meczy grał, wypoczęty. Nie musiał się zmagać z narastającym zmęczeniem po kolejnych występach. Regeneracji nie utrudniała mu jak reszcie graczy wyczerpujące loty z miasta do miasta. Nie ma co do tego wątpliwości, że łatwiej jest świetnie się prezentować będąc zawsze wypoczętym.

Zobaczmy jak to wyglądało dokładniej.

Embiid rozegrał 31 gier, początkowo grał na 25 minutowym limicie, najczęściej odpoczywając w kolejnym starciu. Początkowo jeśli grał w drugiej grze, zaliczał jeszcze mniej minut. Pierwsze 4 mecze pod rząd rozegrał w połowie listopada. Potem ponownie przyszła seria gier mecz – wolne. W połowie grudnia ponownie seria 6 meczy pod rząd, mecz przerwy i znowu 6 gier, mecz przerwy, 3 gry, 3 mecze odpuszczone, 1 gra i koniec sezonu. Te serie 4, 6, 6 i 3 gier pod rząd dobrane były tak, że nigdy nie nastąpiły mecze back-to-back, zawsze był co najmniej 1 dzień wolny.

Jasno sobie trzeba powiedzieć, że pomimo całego podniecenia tym młodym graczem, że nie wszystkie występy Embiida były genialne, zdarzały się zupełnie przeciętne po 10, 11 i 9 pkt czy 4, 2, i 5 zbiórek. Normalna rzecz dla młodego gracza ale informuje o tym dla jasności. Genialne też były ale to powszechnie wiadomo.

Ze swoim centrem Phila była 13-18, bez są 11-25. Jest różnica, ale trzeba też wziąć pod uwagę, iż w pewnym momencie 76-stki oddały Noela i Ilyasovę.

***

Być może nie prowadziłbym tej polemiki, gdyby nie wzrost formy jaki ostatnio prezentuje nam Dario Saric. Młody Chorwat, teraz gdy gra naprawdę duże minuty pokazał, że jest kandydatem na lidera i umiejętnościami na pewno nie jest tak daleko za Joelem, jak mogło się wydawać w pierwszej części sezonu.

Saric od początku sezonu naparzał wszystkie mecze równo, oczywiście z racji bycia drugoplanową postacią grał automatycznie mniej niż teraz; w listopadzie średnio 24,9 minut, w grudniu 22,8 minut i w styczniu 22,9 minuty. W lutym zaczął dostawać już 30,1 aby w marcu grać po 33,3 minuty na mecz i stał się z siłą rzeczy, jeśli nie pierwsza opcją, to jedną z głównych.

Pierwsze miesiące w lidze nie były, z racji pozycji w zespole zabójcze w wykonaniu Chorwata, choć potrafił kilka razy pokazać na co go stać. I tak listopad to 9,6 pkt i 6 zbiórek. Skuteczność 39,7% z gry 41,2 %z a trzy. Grudzień 9,9 pkt., 5,8 zbiórki, 40,8% z gry i 32,1% za trzy. Styczeń 10,7 pkt., 5,4 zbiórki, 38,1% z gry i 29,8% za trzy. Od początku lutego nastąpił, jak wspomniałem, wzrost jego roli w drużynie. Przełożyło się to automatycznie na liczby uzyskiwane na boisku. Luty to 17 punktów, 7,9 zbiórki, 2,8 asysty, 44,3% z gry, 25% za trzy. Marzec zaś wygląda tak: 20,3 pkt., 7,3 zbiórki, 4,3 asysty, 47,3% z gry, 39% za trzy, 1 przechwyt i 3,8 straty. 6-14 to bilans Sixers od początku lutego. Oczywiście nie powala, ale Saric gra z uboższym wsparciem niż grał Embiid. Trzeba też pamiętać, że on właśnie zalicza swój 67 mecz w sezonie, to ponad dwa razy więcej niż Embiid. Joel 786 minut, Dario 1742 minuty.

W przypadku Sarica pojawiły się także wyśmienite gry jak choćby ostatnia z Lakers wygrana po jego 29 punktach, 7 zbiórkach, 5 asystach, 1 bloku i 2 przechwytach i 5 stratach. Co do strat to zarówno on jak i Embiid mieli ich sporo ale co się dziwić młodzieży, że chcą być jak starsi koledzy a przecież dwóch głównych kandydatów do MVP gubi piłkę ponad 5 razy w meczu. Mecz z GSW także bardzo przedni 25 pkt. 7 zbiórek, 6 asyst, 2 bloki, 3 przechwyty, 6 strat. Dario potrafi zagrać i widowiskowo i niekonwencjonalnie, nie boi się presji i nie pęka przed gra z „wielkimi” ekipami.

***

Podsumowując Embiid to bez cienia wątpliwości dobry gracz i wyśmienity rookie z zadatkami na kogoś więcej. Jest showmanem, potrafi się odnaleźć w mediach społecznościowych, jest zabawny, dowcipny i lubi znane laseczki. Spoko, ale to nie może przesłonić nam jasnego spojrzenia w wyborze najlepszego pierwszoroczniaka. Saric być może nie jest tak bardzo utalentowany ale w tym sezonie to on gra w prawdziwej NBA, gdzie nie ma extra odpoczynku pomiędzy meczami. Jest gra za grą i w każdym meczu trzeba grać na 100%, potem samolot i kolejny mecz.

I dlatego według mnie jeśli Dario nie spuści z tonu i dojedzie z taki statystkami do końca sezonu to on będzie zasługiwał na nagrodę ROY, tak po prostu będzie sprawiedliwie. Z moją opinia zgadza się zresztą Joel Embiid:

Kopiuj link do schowka