Czarny Kot powrócił

30/10/2018
Puma

Za nami drugi tydzień rozgrywek NBA. Stęsknieni fani zapełnili opustoszałe przez lato hale, w grafiku wielkich stacji telewizyjnych pojawiły się pierwsze koszykarskie szlagiery, a Charles Barkley znowu raczy publiczność ‘Inside the NBA’ swoimi błyskotliwymi komentarzami. Po burzliwym lecie w nowych drużynach zadebiutowali Kawhi Leonard, Carmelo Anthony i oczywiście Lebron James. Swoją przygodę z NBA zaczęli także pierwszoroczniacy, typowani do bycia gwiazdami Deandre Ayton i Luka Doncic. Mało jednak mówi się o niespodziewanym powrocie na parkiety firmy, w społeczności koszykarskiej już trochę zapomnianej. Po podpisaniu kontraktów z 4 debiutującymi w lidze zawodnikami oraz z kilkoma znanymi weteranami, czarny kot znów pojawił się w NBA.

Puma po dwudziestu latach przerwy postanowiła powrócić do koszykówki. Ostatnią gwiazdą NBA związaną z tą marką był Vince Carter. Umowa została podpisana w roku 1998 i miała trwać aż do 2008. Jednak Vince, rozczarowany promocją swojej marki i ograniczeniem kampanii reklamowej butów sygnowanych jego nazwiskiem zdecydował się zakończyć współpracę z Pumą już w roku 1999. Niedługo po tym, Puma przestała się interesować profesjonalną koszykówką, ograniczając się tylko do Puma Suede i Puma Clyde – które stały się częścią mody ulicznej. To właśnie te modele są inspiracją dla najnowszych butów koszykarskich tej firmy. Puma Clyde Court Disrupt – tak brzmi cała nazwa – nawiązuje do butów z lat 70tych w których grał legendarny koszykarz New York Knicks Walt „Clyde” Frazier. Choć przypominają swojego wiekowego poprzednika, to jednak różnią się zdecydowanie technologią. Niemiecka firma zastosowała innowacyjną piankę HYBRID Foam, a cały but zbudowany jest z technicznej siateczki. Projektantom zależało na podkreśleniu dziedzictwa Pumy i wprowadzeniu nowinek technicznych rodem z XXI-wiecznych laboratoriów.

Czarny Kot ma stać się jeszcze bardzie rozpoznawalny w świecie koszykarskim za sprawą nowego kreatywnego dyrektora, znanego rapera, przedsiębiorcy – Jaya Z. Legenda rapu ma pomóc firmie ściągnąć pod swoje skrzydła kolejnych młodych zawodników, dla których współwłaściciel Brooklyn Nets jest wzorem do naśladowania. Według Coreya Leffa, Puma, która postrzega siebie jako markę life stylową, chce przez wejście do amerykańskiej koszykówki zdobyć zaufanie klientów w USA. NBA jest znana ze swojego przywiązania do mody. Nowe stylizacje gwiazd parkietu wchodzących do hali przed meczem, są gorąco komentowane przez dziennikarzy, a sami koszykarze są stałymi bywalcami Fashion Week w Nowym Jorku czy Paryżu.

Decyzja Pumy o powrocie do NBA zbiegła się z rewolucyjną decyzją władz ligi. W sezonie 2018/2019 zostały zniesione regulacje dotyczące obuwia noszonego przez koszykarzy na parkiecie. W dalszym ciągu buty nie mogę posiadać żadnych ostrych elementów, nie mogą być też odblaskowe. Liga będzie dokładnie sprawdzać czy personalizowane obuwie nie staje się nośnikiem reklamy innych firm niż producenci obuwia. Poza tymi wyjątkami, koszykarze będą mogli wybrać dowolny kolor i wzór. Hulaj duszo, piekła nie ma – giganci odzieży sportowej już zacierają ręce. W zeszłym roku mimo restrykcji Lebron James założył 51 wersji swoich Nike LeBron 15. Aż strach pomyśleć ile różnych par założy w nadchodzącym sezonie.

Mimo spadku sprzedaży obuwia koszykarskiego w roku 2017 o 13,7% w porównaniu do najlepszego roku 2015, na rynku pojawiają się kolejne firmy, które chcą uszczknąć kawałek tego smakowitego tortu dla siebie. Coraz mocniej do drzwi dobijają się chińscy giganci tacy jak PEAK, Anta czy Li-Ning z którymi związani są weterani Rajon Rondo, Tony Parker czy gwiazda Golden Sate- Klay Thompson. W tym roku z hukiem odrzutowych silników (Puma oferuje swoim gwiazdą korzystanie z prywatnego odrzutowca Puma Jet) do NBA wróciła Puma, a na horyzoncie widać kolejnego gracza który także chce namieszać w świecie NBA. New Balance oświadczyło, że wraca do koszykówki. Walka o stopę koszykarzy trwa już od wielu lat. Obecnie zdecydowanym liderem jest Nike. Obuwie sygnowane ‘Swooshem’ i ‘Jumpmanem’ nosiło w tamtym roku prawie 67% koszykarzy NBA. Czy pojawienie się nowych graczy na rynku zachwieje pozycją Nike? Czy odwrotnie, jeszcze bardziej rozdrobni opozycję, nie wpływając znacząco na sprzedaż giganta z Oregonu. Dla zwykłego konsumenta, taka konkurencja może okazać się jednak zbawienna. Mniej popularne modele, napakowane technologią mogą znacząco obniżyć swoje ceny. A wtedy, zapewniam Was, na pewno trafią w moje ręce. Tfu, na moje stopy!

Kopiuj link do schowka