Chwilowa zwyczajność Golden State Warriors
curry z recznikiem

Marzec 15th, 2017

Golden State Warriors przez kontuzję Kevina Duranta stracili nie tylko swojego najlepszego zawodnika, ale równie istotny czynnik onieśmielania kolejnych przeciwników.

Odkąd do klubu z Oakland przyszedł Steve Kerr, mecze GSW zaczęły wywoływać autentyczny strach wśród rywali. Nie da się zaprzeczyć, że były zawodnik m.in. Chicago Bulls wprowadził Warriors na poziom, którego nie potrafił zapewnić wcześniej Mark Jackson. Choć nie chcę przereagowywać, to mam wrażenie, że o ile nowy system gry Kerra przyniósł znakomite efekty w postaci dwukrotnej wizyty w finałach NBA, tak w jego dalszym podejściu delikatnie brakuje większej innowacyjności.

W pewnym sensie nastąpiła stagnacja, którą przy sile składu Warriors zawsze można było zwalczyć skalą dostępnego talentu. Lecz gdy przez uraz z gry wypadł Durant, zaczęły wychodzić pewne niedociągnięcia, jakby liga po prostu dostosowała się na tyle na ile to możliwe do gry GSW. Coś co było nowością w 2015 roku, nie jest tak świeże w 2017, a sztaby poszczególnych drużyn zyskały czas na znalezienie rozwiązań czy kontr na zawodników Warriors.

Nie zrozumcie mnie źle: z „wow” drużyny przeszli w stan między dobrym, a bardzo dobrym zespołem – są jak Rachel z Przyjaciół w odcinku, gdy zapiera się, że wcale nie jest zwyczajną dziewczyną. GSW stało się bardziej ludzkie, ich poziom wydaje się osiągalny dla reszty. Momentami jakby w poczynaniach podopiecznych Kerra brakowało tej zabójczej nieprzewidywalności.

Zobacz poniżej jaki problem z wypracowaniem sobie dogodnej pozycji po zasłonach ma Klay Thompson, Kris Dunn podąża za nim jak cień, lecz cała akcja sprawia wrażenie jakby prowadzono ją w zwolnionym tempie, a rywal dokładnie wiedział, co Warriors chcą zagrać.

Oczywiście, skład GSW na trwające rozgrywki znacznie różni się od zeszłorocznego, w którym wygrali 73 mecze w sezonie regularnym. Zmianie uległa przede wszystkim konstrukcja składu: odszedł Andrew Bogut, a wraz z nim jego nielegalne zasłony, Andre Iguodala i Shawn Livingston – który nigdy nie spudłował rzutu z półdystansu – są o rok starsi, a znacznemu zwężeniu uległa ławka rezerwowych.

Najważniejszy problem Warriors obecnie polega na tym, że gracz, którego ściągnęli w miejsce Harrisona Barnesa – podstawowego niskiego skrzydłowego i czwórkę w small-ballowych line-upach – jest kontuzjowany. A to ciągnie ze sobą konsekwencje, bo te rzeczy, które wcześniej nie były takim kłopotem – wąska ławka, brak rzutowych postępów Draymonda Greena, czy starzejący się istotni zawodnicy – nagle zyskują na znaczeniu, bo zwyczajnie rola tych elementów rośnie. Mając w składzie koszykarza z top-2 (chyba), top-7-10 i dwóch graczy z top-20 o pewne sprawy się nie martwisz, bo wiesz, że będzie dobrze. Jednak, gdy wypada najistotniejsza figura piramidy, to mamy do czynienia z małym domino.

Warriors po all-star game zdobywają przeciętne 104,5 punktu na 100 posiadań, co byłoby odpowiednikiem 20. ataku w NBA. GSW przytrafia się sporo posiadań, w których obrona rywala potrafi dostosować się do ich ataku. Defensor może przewidzieć, że w pewnych sytuacjach zawodnik z piłką nie będzie szukał rzutu, tylko dalszego podania. Poniekąd przez chęć odnalezienia jak najlepszych opcji, przeciwnik ma czas, by spróbować jak najbardziej utrudnić zdobycie punktów Stephenowi Curry’emu lub Klayowi Thompsonowi. Spójrz na poniższy przykład, gdzie Draymond Greena w post rozegra akcje do Curry’ego, który po zasłonach będzie starał się wypracować sobie dogodną pozycję do rzutu. Zwróć uwagę na liczbę zawodników doskakujących do dwukrotnego MVP.

Gdy Green dostanie piłkę w post można się spodziewać, że będzie próbował znaleźć lepsze rozwiązanie niż rzut. Wysoki na bloku zdobywa zaledwie 0.52 punktu na posiadanie (40). Tym samym, Green wie, że nie jest zagrożeniem w grze tyłem do kosza, dlatego wypracowanie dogodnej pozycji do rzutu dla kolegi powinno okazać się korzystniejsze dla zespołu. Tylko takiego zagrania spodziewa się rywal – szczególnie, gdy na parkiecie nie ma jednego z dwójki Curry/ Klay. Przy powyższej akcji wyszedł także brak respektowanych strzelców (z dystansu): Wolves śmiało odpuścili krycie Greena, Matta Barnesa i Zazy, przez co przy Splasz Bracie nagle pojawiło się pięciu graczy Minny.

View post on imgur.com

Można dostrzec pewien schemat (po kliknięciu w obrazek, ten się powiększy):

View post on imgur.com

Nie pomaga, że dalsi w szeregu zawodnicy Warriors – Patrick McCaw, czy Draymond – zwyczajnie nie chcą/ boją się rzucać. Przy obecności na parkiecie Duranta to aż tak nie przeszkadzało, lecz nagle, gdy arsenał ofensywny GSW się zawęził, to uwaga rywala przeszła jeszcze bardziej na Curry’ego i Klaya.

Rywal nagle ma znacznie łatwiej. Przez rezygnowanie z dobrych pozycji, przeciwnik może z większą śmiałością odpuszczać krycie Greena i zadaniowców, których na parkiecie nagle jest nie 2, a 3, podobnie jak „wybierz swoją truciznę” ogranicza się do 2, a nie 3 zawodników. W ten sposób defensywie prościej o szybkie podwojenie, pomoc, wycofanie się, czy zadekowanie drogi do pomalowanego, a odpuszczanie czystych trójek jedynie utwierdza rywala, że postępuje słusznie.

View post on imgur.com

Ale w poczynaniach Warriors dostrzegalny jest ten ułamek skostnienia. Dwaj czołowi strzelcy zespołu z Oakland nie mogą przekroczyć 33% za 3 po ASG – Curry 31.2%, Klay 32.5% – i choć brak Duranta ma na ten dołek wpływ, to trudno wytłumaczyć słabą skuteczność obu z zupełnie niepilnowanych pozycji: Curry trafia 20.5% z dystansu, natomiast Klay 25%, gdy w pobliżu nie ma żadnego przeciwnika. Być może zmęczenie, a być może zapora psychiczna spowodowana dołkiem dają o sobie znać, niemniej backcourt GSW musi być zwyczajnie lepszy. Kontuzja Duranta to jedno, pudłowanie z czystych pozycji drugie.

(Moja teoria na ten temat jest taka, że Curry jest mocno zależny od energii i gry Greena – jeżeli ten jest w stanie podnieść swoją postawą w obronie cały zespół, pobudzić publiczność, nagle ten rzut dwukrotnemu MVP zaczyna siedzieć: reszta zaczyna zarażać się pewnością Greena, a przeciwnik pod nią słabnąć, z czego najbardziej korzysta Curry).

Ponadto można kwestionować, czy w pewnych sytuacjach Curry wybiera najlepsze rozwiązania. Jakby wkradał się zalążek rdzy: poniżej widać niezłą obronę Niani Bjelicy, którego braki szybkościowe ustawieniem naprawił Karl-Anthony Tows, ale… czy Curry z Serbem na plecach przy pewniejszej formie nie szukałby trójki? Albo splitu między dwoma obrońcami na podwójnej zasłonie? Nie widzę tej szybkości, depnięcia w pierwszym, drugim, trzecim kroku.

Margines błędu bez KD się zmniejszył i w meczach, w których wystarczało, by Dubs wyszli na parkiet, nagle trzeba walczyć. Może właśnie przestawienie się z trybu efektownego bimbania (GSW łapało flow, przez 5-6 minut płynęło i rywala nie było) na rzecz szarpania parkietu w starciach, które wcześniej wygrywane były talentem jest trudniejsze niż się wydaje. W ekipie z Oakland wciąż tkwi magia, tylko zamiast pokazu Davida Copperfielda oglądamy sztuczki karciane i wyciąganie królika z kapelusza.W szerszym kontekście ta chwilowa zwyczajność Warriors może nie mieć znaczenia*, lecz przez moment przestałem się ich bać. Poczułem, że reszta jest w stanie „dotknąć” GSW.

*Jeżeli Durant wróci powiedzmy w 75% optymalnej formy, to istnieje szansa, że Spurs, Rockets i może Thunder w potencjalnej serii z Warriors będą mieć najlepszego zawodnika na parkiecie po swojej stronie. Na podstawie tego sezonu można też stworzyć argument, że Kawhi Leonard lub James Harden jest 2. po LeBronie najlepszym graczem w NBA.

.