Chris Paul dostał maxa! Co dalej w Houston?

01/07/2018
fot. Troy Taormina/USA TODAY Sports

Chris Paul dostał to, czego oczekiwał. Chciał maksa, to Houston dali mu maksa. Rozgrywający Rakiet to kolejna gwiazda, która zbyt długo nie przebywała pośród wolnych agentów. Rockets podpisali z nim umowę na 4 lata i 160 milionów dolarów.

Paul jakiś czas temu stwierdził, że nie zamierza grać za mniejsze pieniądze i oczekuje maksymalnej oferty od Rockets. Jak się okazuje Daryl Morey i spółka zgodzili się na taki scenariusz. Jedyne co udało im się wynegocjować to czas trwania tej umowy. CP3 dostał bowiem 4 lata, zamiast możliwych pięciu.

Niezwykle ciężko ocenić obecnie ten deal. Z jednej strony Paul znakomicie zaaklimatyzował się w Houston i z nim w składzie wreszcie zobaczyliśmy drużynę zdolną pokonać Warriors z Durantem w składzie. Ponadto to wciąż najlepszy klasyczny rozgrywający w tej lidze, który nie boi się presji i w ważnych momentach ciągnie zespół do zwycięstwa, co jest ważne przy wahaniach formy Hardena.

Z drugiej Chris ma już 33 lata. W ostatnim roku umowy Houston będą płacić 40 milionów dolarów 37-letniemu rozgrywającemu. Dodatkowo wszyscy wiemy, że Paul nie jest okazem zdrowia, a lepiej już z pewnością nie będzie. Dodatkowo podpisanie Paula bardzo ogranicza działania Rakiet na rynku, zatem ciężko będzie zorganizować tak dobry zespół jak w zeszłym sezonie. Ryzykowny ruch, ale jeśli Houston zgarnie tytuł, CP3 będzie wart każdych pieniędzy. Pytanie czy tym ruchem nie zamknęli sobie drogi po pierścień.

O to może być jednak ciężko, gdyż ten ruch jest również kluczowy z perspektywy reszty składu. Jak wiadomo, zastrzeżonym wolnym agentem jest Clint Capela. Dzisiaj ma się on spotkać z zarządem Rockets. Patrząc na kontrakt Paula i Hardena w połączeniu z umowami Andersona i Gordona (odpowiednio 20 i 13 milionów), to bardzo ciężko będzie utrzymać w składzie Szwajcara. A to oznaczać będzie ogromną stratę dla Houston, gdyż Capela był niezwykle istotnym elementem ich sukcesu. Kto wie, czy nie równie istotnym co CP3.

Podpisanie Paula z automatu oznaczało również odpuszczenie innego wolnego agenta. I tak Trevor Ariza dogadał się z Phoenix Suns na jeden sezon wart 15 milionów dolarów. Ariza nie chciał odpuszczać pieniędzy, a tych Rockets nie byli w stanie mu zaoferować. Widocznie dla Trevora gra o pierścień nie jest priorytetem (w sumie jeden już wygrał), więc nie poszedł za niewielką kasę do GSW, bo i o tym się mówiło.

Ariza wybrał Phoenix, gdzie spełni się jako doświadczony weteran dla młodziutkiej ekipy Słońc. Dla Phoenix to świetne rozwiązanie. Pieniądze i tak mają, a Ariza z pewnością nauczy niejednej rzeczy Josha Jacksona, czy Devina Bookera. Trevor z kolei bez żadnej presji będzie mógł sobie pograć w Arizonie, zarabiając przy tym wystarczającą mu ilość dolarów.

Houston jednak zostało pieniędzy na utrzymanie innego role-playera. Jest nim Gerald Green. Po tym jak przygarnęli go w trakcie sezonu i Gerald okazał się zaskakująco dużym wzmocnieniem, Rockets postanowili zatrzymać go w składzie. Green nie wymagał wiele i zadowolił się kontraktem jednorocznym za 2 miliony.

A waszym zdaniem, jaka przyszłość czeka Houston w obliczu tych ruchów? Moim skromnym zdaniem nie jest to dobra decyzja, choć odpuszczenie Paula całkowicie pozbawiłoby szans Rockets na walkę z Warriors. Tylko czas pokaże, czy postąpili słusznie.

Kopiuj link do schowka