Chicago Bulls: duży kredyt zaufania i nowe nadzieje w młodzieży

02/10/2018
fot. Jeff Haynes/NBAE via Getty Images

Oczekiwania fanów Chicago Bulls względem tej drużyny od lat pozostają wysokie, lecz wyniki Byków nie są zadowalające. Jak będzie w najbliższym sezonie?

2 sezon przebudowy i jednocześnie drugi rok ery po oddaniu Jimmiego Butlera. Nadchodzący sezon dla Chicago Bulls najprawdopodobniej nie będzie się wiele różnił od poprzedniego. Wiele się nie zmieniło, nie ma wielkich nazwisk a klub stara się jak zapowiedział już kilka sezonów temu – stawiać na młodych. Jaki ma być efekt? Lepszy bilans na koniec regular season, zachęcenie kolejnych wolnych agentów( o ile będą chcieli przyjść). Nie łudźmy się, z Windy City ostatnio częściej kogoś wywiało…

Sponsor serwisu

Za nami media day i jesteśmy już u progu obozu przygotowawczego do nadchodzącego sezonu. Bulls są faktycznie „more younger i more athletic”, ale co z tego wynika skoro nie widać oznaczonego celu na najbliższe rozgrywki. Sami zawodnicy twierdzą, że mierzą w playoffy, ale nie oszukujmy się, że 13 zespół konferencji wschodniej poprzedniego sezonu kolejny rok zbliży się do ósemki. Byłoby to dużym osiągnięciem i nie bójmy się również powiedzieć, że niemałą sensacją.

Byki posiadają drugi najmłodszy roster w tym sezonie. Średnia wieku ich graczy to 24.7 lat. Delikatnie młodszy skład posiadają tylko Blazers. Biorąc pod uwagę samych zakontraktowanych graczy to 4 najmłodsza ekipa w lidze. Nic dziwnego, bo zespół nadal znajduje się w przebudowie. Lata świetności, gdy o sile składu stanowili tacy zawodnicy jak Derrick Rose, Carlos Boozer, Luol Deng, Joakim Noah i ostatnio Jimmy Butler niestety minęły. Wraz z ich odejściem drużyna powoli oddalała się od czołówki konferencji wschodniej, którą jeszcze 6 lat temu potrafiła wygrać. Ostatnie 3 sezony to kolejne 9,8 i 13 miejsce na Wschodzie.

Powoli zapomniano, że w kampanii 2016-17 dokonał się eksperyment z Rajonem Rondo i Dwyanem Wadem. Na miejsce wszystkich wyżej wymienionych przyszła nowa fala zawodników, którzy z większym lub mniejszym szczęściem walczyli o minuty.

Na początek należy tutaj wspomnieć o rewelacji poprzedniego sezonu, pochodzącego z Finlandii Lauriego Markkanena. Silny skrzydłowy wybrany z 7 numerem draftu 2017 był jednym z rezultatów wymiany Bulls z Minnesotą Timberwolves. Z perspektywy czasu widać, że był to bardzo odważny, ale również dobry ruch dla organizacji. Rosły Fin szybko stał się ulubieńcem kibiców, zdobywając w debiutanckim sezonie średnio 15.2 pkt, 7.5 zb, trafiając na ponad 43% z gry i 36.2% z dystansu. . Dodatkowo ma już na koncie pewien rekord: nikt szybciej od niego nie rzucił stu trójek w lidze. Zajęło mu to 41 meczów. Niestety z powodu kontuzji stawu łokciowego Lauri wypadnie z gry na co najmniej 6 tygodni a o jego minuty powalczą inni młodzi gracze.

Bardzo prawdopodobne, że większe minuty dostaną debiutanci. W tym roku Bulls pozyskali w drafcie z #7 Wendella Cartera Juniora. Liga letnia pokazała, że podkoszowy ma duże szanse, by szybko przebić się do pierwszego składu. Świetnie manewruje i broni w pomalowanym, jest sprawny na nogach, a jego zasięg rzutowy jest większy niż pole trzech sekund. Jest bardzo atletyczny i sporo potrafi w obronie. Musi jednak popracować nad większym uniezależnieniem się od rozgrywającego.

Z #22 z uniwersytetu Boise State wybrano Chandlera Hutchinsona. Przez 4 lata spędzone na uniwersytecie niski skrzydłowy poprawiał się z sezonu na sezon, osiągając w ostatnich rozgrywkach średnio 20 oczek na mecz. To typowy swingman, który porusza się świetnie zarówno z piłką jak i bez niej, szczególnie gdy ma otwartą drogę do kosza. Chętnie rzuca z dystansu, co może uczynić drużynę jeszcze lepszą w tej kategorii.

Fred Hoiberg postawił jednak w pierwszym meczu preseason z Pelicans na wracającego po kontuzji Jabariego Parkera, który latem przywędrował z Bucks do rodzinnego Windy City. 23-latek został podpisany na 2 lata za kwotę 40 mln $, co dla niektórych może być szaleństwem, z uwagi, że przez 4 sezony zawodnik ani razu nie rozegrał wszystkich spotkań, a za 4 lata spędzone w Wisconsin łącznie zarobił połowę tego, ile teraz dostanie za jeden sezon. Wszystko popsuły kontuzje, w tym dwukrotnie zerwane więzadło krzyżowe w kolanie. Zarząd Byków zdaje się dużo od niego oczekiwać. W zeszłym sezonie rozegrał jedynie 31 spotkań, ale rok wcześniej, nim dopadła go kontuzja, dostarczał ekipie Kozłów blisko 20 punktów co wieczór. Potrafi dużo, bywał szybki i umiał sam wykreować pozycję w ataku, ale w jakiej formie będzie teraz?

Drugą niewiadomą jest Zach Lavine, który w styczniu tego roku powrócił po 11 miesiącach rekonwalescencji po zerwaniu ACL. Dwukrotny mistrz wsadów posiada duże możliwości ofensywne, o czym nie raz mogliśmy się przekonać, ale urazy ostatnio go nie omijają. Mimo dobrych średnich na poziomie 16.7 pkt, 3.9 zb, 3.0 ast, w ostatnich rozgrywkach rozegrał zaledwie 24 spotkania. Grał tylko przez 2 miesiące, bo już w połowie marca znów odezwało się kolano.

W lato stał się wolnym agentem i niewiele zabrakło by podpisali go Sacramento Kings. Oferowali 80 mln $ płatnych w 4 latach. Gdy już był w ogródku… Byki postanowiły wyrównać ofertę i podpisać nową umowę – 78 mln $ na 4 lata, co daje 19.5 mln $ na sezon. Pierwszy mecz przedsezonowy pokazał, że Zach ma nadal moc w nogach, tylko pytanie, czy wystarczy jej na cały sezon i czy nie dopadnie go kolejny uraz.

Pełen Roster:

Guards:

Dunn, LaVine, Payne, Blakeney, Valentine, Arcidiacono, Cleveland, Holiday, Walton Jr., Alkins

Forwards:

Parker, Hutchison, Markkanen, Portis, Sampson

Centers:

Lopez, Carter Jr., Felicio, Asik

Gdy popatrzy się na skład widać zlepek znanych i nieznanych nazwisk. Zwykły kibic NBA ma prawo nie znać ich wszystkich. Bulls stali się nieco klubem dla koneserów, ale ich fanów w Polsce i za granicą jest nadal dużo, mimo sporych zmian jakie zaszły w składzie w ostatnich latach. Warto krótko wspomnieć o tych, którzy w meczu będą grali mniejsze minuty lub zobaczymy ich sporadycznie. Szansę dostali przede wszystkim Antonio Blakeney i Ryan Arcidiacono, którzy do niedawna występowali jeszcze w filii Bulls w G-League – Windy City Bulls. Dla Camerona Payne’a i Denzela Valentine’a to 3 sezon w barwach Byków. O ile byłego gracza Thunder trapią kontuzje stopy, o tyle od Valentine’a oczekuje się więcej, a poprzednie rozgrywki nie były dla niego idealne. Antonius Cleveland, Rawle Alkins i Derrick Walton Jr. to szukający miejsca gracze, których nie wybrano w drafcie. Alkins zagra na two-way contract i będzie reprezentował również Windy City.

O ile guardów tutaj co nie miara, o tyle reszta pozycji obsadzona jak na lekarstwo. Wśród niewymienionych wyżej skrzydłowych jest Jakkar Sampson, który w ciągu 3 lat jest już w 5 klubie, a także obiecujący Bobby Portis. Tak, to ten co rok temu powalił na deski hali treningowej Nikolę Miroticia, potem odsiedział karę 8 spotkań by wrócić naładowany i zagrać swój najlepszy(3 sezon) średnio zdobywając 13.2 pkt 6.8 zb na 47% z gry, zagrał w 73 meczach.

Przed tym sezonem Fred Hoiberg zaznaczył, że pozycja pierwszego centra jest sprawą otwartą. Tylko kto ma być konkurencją dla RoLo? Omer Asik zachorował na zapalenie stawów, Brazylijczyk Felicio nie jest gotowy na bycie pierwszą opcją pod koszem. Czasy się zmieniły, a centrzy muszą być bardziej mobilni niż dotychczas. Najprawdopodobniej zmiennikiem Lopeza będzie więc Wendell Carter Jr. Kto wie czy debiutant w pewnym momencie nie wskoczy do pierwszej piątki. Liga letnia pokazała, że jest szybki na nogach i lepiej przemieszcza się w pomalowanym niż Robin.

Prawdopodobna pierwsza piątka:

Kris Dunn/Zach LaVine/Justin Holiday /Jabari Parker/Robin Lopez

Powyższa piątka wyszła w ostatnim meczu z New Orleans Pelicans. Trener Hoiberg w zasadzie nikogo nie zaskoczył. Backourt został pozyskany przed rokiem z zimnej Minnesoty i o ile Zach za dużo nie pograł to do pierwszego składu w miejsce Jeriana Granta szybko wskoczył Kris Dunn. Już w drugim sezonie młody guard z gracza 3/2/2 stał się w Chicago graczem 13/4/6 i pokazał wszystkim, że chce na dłużej zagrzać miejsce w pierwszej piątce. Najstarszy z braci Holiday jest po najlepszym statystycznie dla siebie sezonie, w którym zagrał wszystkie 72 spotkania w pierwszej piątce. 29-letni Justin może grać zarówno na pozycji nr 2 jak i nr 3. Razem z 30-letnim Lopezem stanowią duet najstarszych graczy w tej drużynie.

To, czego w kolejnych rozgrywkach oczekiwać się będzie od Bulls, to w zasadzie niewiele więcej niż ostatnio: niech młodzi grają swoje minuty i zaliczają wzrost by można cieszyć oka z ich rozwoju. Jeśli za tym przyjdzie dobry bilans w lidze, a później wysoki pick to zarząd cieszył się będzie podwójnie. Trener Hoiberg musi zestawić wszystkich w jedną drużynę. Duet Markkanen / Carter, to trzon na przyszłość, ale musi zostać obudowany punktami Dunna, LaVine’a i Holidaya.

Problemem również jest ławka. Mamy tu wielu graczy młodych i  bez doświadczenia albo takich, którzy często grają w kratkę jak Valentine i Portis. Obwodowymi można by obdzielić niejeden zespół na podobnym poziomie. Z kolei pod koszem robi się trochę nieurodzaj. Byki muszą się poprawić po obu stronach parkietu. To brzmi bardzo prosto, ale nie jest łatwe do wykonania. Poprzednie rozgrywki pokazały jak wiele im brakuje w ataku (niecałe 103 punkty na mecz i miejsce w dole tabeli; 28 ofensywny rating). W obronie również nie działo się świetnie. Świadczy o tym tracone 109 punktów na 100 posiadań co stanowiło 3 najgorszy defensywny rating w lidze.

Wszystko więc zależeć będzie od tego jak drużynę ustawi trener Hoiberg i ile będzie ona musiała grać bez Markkanena, co również będzie swoistym wyzwaniem. Grę na barki zapewne wezmą Dunn i LaVine, do których będzie należeć piłka. Ciekawe co pokaże Parker, który podobnie jak Zach dostał niemałe pieniądze. Oby udało się to wszystko scalić, by powstał jak najlepszy kolektyw. Reszta okaże się w czasie trwania sezonu…

Kopiuj link do schowka