Carmelo Anthony żegna się z Nowym Jorkiem?
melobye

Kwiecień 15th, 2017

W środowym finale sezonu Carmelo Anthony zagrał, mimo iż Hornacek zapowiadał, że da mu odpocząć. Wobec jego ostatnich słów i plotkach o wielkiej kłótni z trenerami, nasuwa się pytanie: czy doczekaliśmy końca ery Melo w MSG?

Carmelo Anthony odejdzie z Knicks.

Carmelo Anthony zostanie w Knicks.

Słyszeliście już to?

Na pewno.

Nadmiar sportowych dziennikarzy w rejonie Wielkiego Jabłka co sezon sprawia, że prześcigają się oni w pustych nagłówkach, zazwyczaj skupionych na go-to koźle ofiarnym, czyli Melo.

Nie ma co go bronić. Takie gwiazdy jak on, muszą brać odpowiedzialność za tak nieudane sezony, jakie są ostatnio udziałem Knicks, a zresztą sam zdecydował, że chce zostać w Nowym Jorku. Jednocześnie można mieć już tego dość.

Nie ma co jednak liczyć, że ten cyrk się skończy.

Już sam fakt niezapowiedzianego występu Melo w starciu Knicks z Sixers, został przez wiele osób odczytany jako postąpienie wbrew woli trenera spowodowane świadomością jak blisko odejścia z Nowego Jorku jest Anthony.

Spekulacji nie przyhamowała pomeczowa wypowiedź Carmelo, który potwierdził, że spodziewa się dalszych plotek transferowych i wyjawił, iż przed trade deadline był bardzo blisko rezygnacji z zapobiegającej zmianie miejsca pracy klauzuli w swoim kontrakcie. Dodał oczywiście, że bardzo chciałby zostać, ale postawił też warunek. „Jeśli wszyscy będą oddani idei wygrywania, będą mieli także moje oddanie” – powiedział Melo. Jest to zrozumiała postawa, ale też powód, dla którego tak dużo o transferze Anthony’ego mówimy. Knicks są w idealnej sytuacji dla przebudowy składu wokół Kristapsa Porzingisa i debiutanta, którego wybiorą w czołówce tegorocznego draftu. Naginanie polityki kadrowej pod oczekiwania starzejącego się gwiazdora może spowolnić rozwój Łotysza, a jeśli Knicks zmarnują taki talent, to koszykarscy bogowie powinni skazać ich na dożywotnie męki w dolnej części tabeli.

Równolegle z ostatnimi wypowiedziami Carmelo, w Internecie pojawiły się doniesienia o dość karczemnej awanturze, do jakiej miało dojść w szatni gości hali Brooklyn Nets, w przerwie spotkania rozgrywanego 12 marca.

Knicks zaliczyli właśnie kolejną depresyjnie nieudaną próbę gry w koszykówkę i zazwyczaj stoicki Jeff Hornacek nie wytrzymał. Obsztorcował swoich zawodników tak głośno i używając takiej ilości wyrazów niecenzuralnych, jak nigdy przedtem, co z kolei sprawiło, że nie wytrzymał drugi największy stoik w szatni Knicks, czyli właśnie Melo. Wydarł się na trenera wyrzucając z siebie wszystkie pretensje związane z chaosem taktycznym i kadrowym, podobno także ubarwiając je łaciną. Hornacka ostatecznie wsparł Kurt Rambis, który włączył się w pyskówkę, kończąc ją zapewne klasycznym we wszystkich sporach z Anthonym „upuszczeniem mikrofonu” – powiedział, że Carmelo Anthony jest do dupy w obronie. Touche.

Nie ta starawa plota jest jednak w mojej opinii głównym powodem, dla którego uznałem, że faktycznie mogliśmy być świadkami ostatniego meczu Melo w koszulce Knicks. Oto bowiem po cichutku (bardzo nie po nowojorsku!) New York Knicks oraz Phil Jackson wspólnie podjęli decyzję, że żadna ze stron nie wykorzysta opcji wcześniejszego rozwiązania kontraktu, które umowa Jaxa umożliwiała po tym sezonie.

To oznacza jeszcze dwa lata Phila w Nowym Jorku.

Ten dźwięk, który teraz słyszycie to carmelowa no-trade clause wylatująca z hukiem za okno apartamentu w West Chelsea.