Blee i nieblee po sezonie.

20/07/2018
fot. Kyle Terada/USA TODAY Sports

Lato. Wakacje. Witam wszystkich spragnionych blee jak słońca. Mam nadzieje, że czytacie to leżąc na leżaczku lub hamaczku z ulubionym płynem w dłoni. Lato – czas bez NBA, niby coś się dzieje ale jednak to nie mecze więc raczej nudnawo. Mimo wszystko ode mnie porcja informacji niezbędnych, zbędnych, ciekawych jak i nieciekawych. Zapraszam.

Ostatni mecz finałów – nie było o nim blee bo i nie było o czym pisać. Cavsi wyszli z szatni już przegrani, coś tam poudawali ale wiary mieli zero w to, że mogą wygrać. Pierwszy mecz załatwił im geniusz J.R. w trzecim zrobili wszystko co mogli a i tak nic nie mogli. W ostatnim po prostu chcieli już to skończyć. Wiedzieli, że szans żadnych nie mają więc i wola walki była żadna. Za rok GSW znowu będą mistrzem z tym, że w finale pokonają Boston.

Sponsor serwisu

 

MVP Finałów – Dla mnie był to Curry. KD w finale notował takie liczby 41,3 min., 52,6% z gry, 40,9% za trzy, 96,3% z wolnych, 10,8 zb., 7,5 ast., 2,3 bl., 0,8 prz., 2,4 str. i 28,8 pkt. a rok temu takie 39,8 min., 55,6% z gry, 47,4% za trzy, 92,7% z wolnych, 8,2 zb., 5,4 ast., 1,6 bl., 1 prz., 2,2 str. i 35,2 pkt. W zeszłych finałach grał naprawdę jak MVP a w tych oczywiście też fantastycznie ale to nie było coś przed czym klękają narody. To nie był jego maks, zresztą nie było takiej potrzeby bo grali z Cavs czyli zbieraniną dziwnych kolesi, jednego Kevina, jednego kretyna i jednego LBJ’a. Dlatego ja dałbym Stefkowi MVP Finałów. Grał świetnie, bronił jak Rodman, trafiał jak Robin Hood i robił show jak Gustlik.

Mistrzowie – finały może i bez specjalnych emocji ale dobrze, że GSW pokazali Cavs ich miejsce w szeregu. Nie dali im żadnych szans, cztery gry i cztery zwycięstwa. 10 punktów przewagi w G1, 19 pkt. w drugim, 8 w trzecim i 23 w czwartym. Średnio 15 pkt. Pozbawili LBJ’a złudzeń jeśli jakieś miał przed finałem, piękna rzecz taka dominacja, zwłaszcza dla tych co dominują.

Pytanie – czy wygrany pierwszy mecz przez Cavs zmieniłby coś w tej serii ? Tak zmieniłby. Wynik. 4:1 zamiast sweepa zrobiliby GSW.

Thomas – jeden sezon. Tyle trwała przygoda konusa na szczycie NBA. Teraz za 2 bańki będzie próbował błysnąc w Denver. Porada od blee – milcz i trenuj.

Magic – najwybitniejszym Jeziorowcem w historii jest Magic. Przyznam także, że dla mnie jest on najlepszym koszykarzem wszechczasów.

Paul – wymusił maxa na Rakietach. Rozumiem, to tylko biznes ale też np. KD umie nieco spuścić z tonu o parę baniek i mieć na uwadze dobro drużyny. A w Rakietach jeśli nie mają jakiegoś tajnego planu to będą gorszą drużyna niż rok temu a GSW będą lepszą – wniosek nasuwa się sam.

Cousins – w GSW. Szerzej pisałem o tym tu  http://zkrainynba.com/piatkowy-lozinski-gsw-dmc/ . Dodam tylko, że GSW rozbili bank a wszystkie pretensje kierowane w ich stronę to jakaś parodia jest. Każdy mógł wyjść do DMC z ofertą. Z tego co mówi to raczej nie zasypały go propozycję. LAL przespali, OCT też, Rakiety na maksa. Boston i Toronto podobnie.

Butler – ależ to jest maruda. W każdej szatni sieje ferment i wypuszcza zapach kału. Zawsze coś mu nie pasuje, głównie u kolegów, publicznie zaczyna jechać po innych, że to, że tamto i sramto. Co za parówa.

Wschód – nareszcie LeBronek sobie poszedł i teraz ci, których obijał niemiłosiernie przez ostatnie lata mogą awansować do finału. Co za radość. Uff. Czas leszczy nadchodzi.

Walton – pytający Pięknego Lou jak trenować LBJ’a. Hmm ja bym nie pytał, budowałbym swoją relacje bez żadnych insynuacji, naleciałości, cudzych doświadczeń i opinii. Czysta kartka.

Melo – odszedł z OKC do Atlanty za Dennisa blondyna Schrodera. Najprawdopodobniej zostanie zwolniony i ma wspomóc Houston. Tego pragnie on, tego pragnie Chris 160 Paul i tego pragnie kibic z czwartego rzędu sektor 6. Jedyny kto tego nie pragnie to trener od obrony, ale jego nikt nie pytał. Ekipa z działu kadr Rakiet nie zajarzyła, że to właśnie obrona dała im moc, atak też ale obrona i przejmowanie wszystkich przez wszystkich była kluczem do sukcesu. Teraz stracili Arizę i Moute a w zamian chcą sprowadzić obronną skałę i defensywny monolit w postaci Melo. Idealne uzupełnienie dla Hardena, geniusza obrony. Jak przeciwnicy dobrze zamieszają to Melo pokryje Brodacza. Z drugiej strony ciężko przypuszczać aby Daryl Morey tego nie wiedział, więc albo ma jakiś plan B i mimo Melo zamierza jakoś obronę poprawić albo zwariował i uwierzył w swoja nieomylność i w to, że Anthony doda jakości Rakietom. Bo patrząc na ostatnie ruchy z poprzednich sezonów to miały one sens – udało się zbudować ekipę potrafiąca przynajmniej trochę rywalizować z GSW a teraz – zaczyna to przypominać plan na rywalizacje z Clippers niż GSW.

Love – Cavs są jego. Teraz będzie mógł posyłać swoje długie podania nawet pięć razy w meczu tylko łapać nie będzie miał kto. Oby ten młodziak dał ognia, bo bez tego nic nie ugrają. Ale jak da rade to PO jak najbardziej realne. W końcu to wschód jest.

Parker – został Szerszeniem. Coś się zjebało w Spurs. Czar prysł i został brudny kopciuszek. Czyżby Kawhi był tym, który z organizacji innej niż wszystkie uczyni nieprzeciętny burdel i organizacje gorszą niż wszystkie. Ta jego Kawhidrama to beznadziejne jest. Odnoszę wrażenie, że chłopaczyna sam nie wie czego chce, że za bardzo słucha doradców, albo taki jest niezdecydowany i miota się raz tak, raz siak, jak chorągiewka na wietrze. Istnieje też prawdopodobieństwo, że jest po prostu głupkiem i daje sobą manipulować. Mniejsza z tym, ważne aby w końcu przestał zachowywać się jak kapryśna menda a zaczął jak facet. A Spurs chyba najzwyczajniej w świecie nie umieli sobie poradzić z czymś takim co zafundował im Kawhi. Nigdy nie był w takiej sytuacji więc tak się zdziwili, że aż zgłupieli.

LBJ – Lakers. Czy ktoś był zaskoczony ? Nie. A jednak są i tacy. Mieszkańcy odległych wysp, krain za siedmioma górami i lasami, nieumiejący kojarzyć faktów, analfabeci i Krychowiak. Znaki były czytelne i od dawna znane. Kupno (23 mln $) i remont domu, szkoła syna, kariera filmowa np. Space Jam 2 itp. wszystko pięknie ale kolejnego finału nie będzie, przynajmniej nie w tym roku. Z GSW i tak nie wygra, czyli co najwyżej finał konferencji a tak przynajmniej wakacje będzie miał dłuższe, odpocznie, drina walnie czy tam winiacza, na bananie popływa, z dziećmi spędzi czas bo przecież tak szybko dorastają i nie da się tego zawrócić. A koszykówka to tylko koszykówka, super sprawa ale rodzina milion razy ważniejsza a i biznes trzeba rozwijać. Słonko, ocean, uskok tektoniczny, spragnione sławy laseczki, – żyć nie umierać w tym LA. Będzie git.

A tu taka ciekawostka dla maniaków LAL i LBJ’a:

Howard – trochę to smutne ale nie będziemy przejmować się dolą kolesi, którzy zarabiają kilka baniek za rok grania w kosza. Howard staje się śmiesznym dodatkiem do transferów, takim mięsem armatnim, zapychaczem dziur, za dwa sezony dorzucą go do gazetki o koszykówce. Teraz będzie rozsiewał swój urok osobisty w Wizards. Wióry będą leciały jak posiedzi chwile z Jaśkiem Ścianą w jednej szatni. He he he. Będzie dobrze.

Hornets – pozbyli się Howarda a mają Biyombo. Światło, kto zgasił światło ?

Gortat – w LAC. Młotek trafił do Los Angeles – tak samo jak LBJ ale murali na jego cześć nie malują. Czemu? Nie widzą że to MG13, władca obozów i mistrz PR, przyszły kandydat na prezydenta. Marcin z Bobanem stworzą hardkorowe dwie wieże i wygrają dywizję.

Austin – tata go odpuścił i teraz w Wiz będzie pokazywał jak się gra w kosza. Nadchodzi weryfikacja umiejętności. Jest twardy jak agrest, da sobie radę. Dwa miesiące i wygryzie Walla z pierwszego składu.

Boston – Irving, Brown, Hayward, Tatum, Horford. To dlatego LBJ opuścił wschód. Nie dałby rady pokonać Bostonu za rok. Jeśli dotrwają w zdrowiu do PO to pozamiatają wschodem i finał jest ich. Chyba, że Ainge będzie dalej kombinował aż w końcu przekombinuje i konstrukcja się sypnie.

Irving – teraz się okazało, że on nigdy nie chciał grać z LBJ. Biedaczek. Oby nie było tak, że jak spojrzy za kilka/kilkanaście lat na swoja karierę to okaże się, że jedyny pierścień to ten, który zdobył wraz z Królikiem.  A najlepsze mecze w PO to te z LeBufonem, a najlepsze rzuty w karierze to te z tatmych Cavs. Łatwo sie gada po wszystkim.

Toronto – (pisane przed transferem KL) ja bym rozwalił tę ekipę i zaczął od nowa. Nic z nich nie będzie, niczego nie wygrają mimo, że odszedł LBJ ale są już i Boston i Phily a i Pacers się zbroją, Bucks także coraz groźniejsi. Ale rozumiem, że tego nie zrobią i kolejny raz sprzedadzą bilety pod hasłem teraz albo nigdy, teraz się uda, wszystko albo nic, północ górą, Drake nas poprowadzi, jedziemy po sweepa i tak dalej. A kibice jak to kibice kupią koszulki, bilety, czapeczki i będą wierzyć. A potem jak co roku po dobrym RS przyjdą PO i DeMar pełne gacie DeRozan znowu zagra jak ja. Oczywiście wesprze go Kyle spocone ręce Lowry grający w PO na 130% swoich możliwości. A jednak nie bo….

Kawhi – no i poszedł do Toronto na rok. Czyli jednak przebudowa czeka zespół z Kanady. Za rok będą bez Leonarda i DeMara. Oczywiście oni liczą, że Kawhi zakocha się w Toronto, że zakocha się w piździawicy, w śniegu, zamieciach, ulepi bałwana, rzuci śnieżką i będzie wesoły. On koleś z LA. Albo teraz zrobią szybki transfer z LAL i dostaną paczkę młodziaków. Jednak jak zawsze jest druga storna. PG13 też miał być tylko rok w OCT a potem do LAL na 100%, bezdyskusyjnie itp. a tu proszę został z Russem. Nigdy do końca nie wiadomo co się wydarzy. Ten transfer patrząc na graczy 1 do 1 stricte sportowo to wygrywa Toronto. Założeniem jest, że rozmawiamy o zdrowym w 100% Leonardzie. Jeśli nie jest zdrowy i nie wiadomo kiedy będzie to wymianę wygrywa SAS – bo DeDe gra. Z drugiej strony zawsze warto wziąć pod uwagę głowę DeMara. Sam przyznał, że do najtwardszych gości to on nie należy i teraz gdy czuje się oszukany przez Toronto może być to problemem. Znów będzie chlipał, płakał, rozczulał się i uzewnętrzniał na portalach. Ale załóżmy, że wyciągnie z tej wymiany co najlepsze a nie co złe, a jest co wyciągnąć – bo i dobry trener, i organizacja, która jeszcze przed chwila była stawiana za wzór, ciepło, rodeo, można nosić kapelusze bez żenady, równa drużyna, ciekawi zawodnicy (trzeba pamiętać, że odeszli Parker, Green, Anderson i nieznane są losy Manu) Aldridge w drużynie. Każde niemalże spotkanie to będzie ciekawy pojedynek, co rusz to grasz przeciwko MVP, Rakiety wpadną, po nich OCT, zaraz GSW, LAL i LBJ, Jazz, PTB ze swoim duetem, Denver – zawsze chętni by skopać Ci dupsko, Pelikany, młodzież z Minny z naczelną parówą ligi, nowe, pełne nadziei Dallas, młodzi gniewni z Suns, przebudowani LAC. Każde spotkanie jest mocne i sezon wyzwala więcej determinacji niż pojedynki z Nets, Hawks, Bulls, Magic, Hornets, Cavs itp. Także DeMar głowa do góry i uśmiechnij się. Lojalność w NBA nie istnieje. Kapitalizm i materializm zabija w ludziach takie odruchy. Wszystko, każde świństwo można usprawiedliwić wyświechtanym hasłem, że to tylko biznes. Z drugiej strony nie ma się co dziwić Toronto, bo ile można czekać na jego dobrą grę w meczach o stawkę ? Raz próbowali, drugi, trzeci i w końcu spuścili go w kiblu bo stwierdzili, że nie daje rady, że w RS wymiata a potem, no cóż wyłazi z niego kolonista a nie komandos. Przez rok zobaczą jak to wygląda z graczem kalibru MVP, jednym z 5 najlepszych w lidze. Ich prawo, ich wybór. Tych dwóch płaszczyzn nie da się pogodzić z jednej strony jest zawodnik, lojalność (za 27 mln. $) a z drugiej jest drużyna, która chce być lepsza, chce wygrywać i musi tak kombinować aby tak było czyli m.in. wymieniać zawodników, którzy tego nie gwarantują na takich, którzy gwarantują. Toronto zaryzykowali oddali swoją gwiazdeczkę, z którą nigdy niczego by nie wygrali za Leonarda – kolesia, który niewątpliwie jest teraz zagadką – być może na rok, ale widocznie pasowało im to. Suprs – dostali chyba najwięcej jak mogli, nikt im więcej by nie dał. Wracając do graczy to patrząc na statsy jest podobnie. DeMar w zeszłym sezonie tak wyglądał;
80 gier – 33,9 min., 3,9 zb., 5,2 ast., 1,1 prz., 2,2 str., 0,3 bl., 23 pkt. z 17,7 rzutów w meczu
Kawhi w swoim ostatnim pełnym sezonie czyli 2016-17 tak;
74 gry – 33,4 min., 5,8 zb., 3,5 ast., 1,8 prz., 2 str., 0,7 bl., 25,5 pkt. z 17,7 rzutów w meczu.

Właściwie nie ma różnic, jeden lepiej zbiera, drugi podaje itp. Ale bezdyskusyjnie KL jest lepszym zawodnikiem niż DeRozan, chyba nikt nie ma co do tego wątpliwości. Lepiej broni, lepiej atakuje i co dla mnie najważniejsze nie pęka. W swoim ostatnim dobrym meczu niemal w pojedynkę skopał dupsko Wojownikom. KL jest też lepszym i skuteczniejszym strzelcem niż DeDe. Na każdej płaszczyźnie.
KL – 48,5% z gry, 38% za trzy, 88% z wolnych,
DeDe – 45,6% z gry, 31% za trzy, 82,5% z wolnych.

Zobaczymy jesienia jak to będzie wyglądało sezonie regularnym. Boisko zweryfikuje wszystko.

 

Spurs – z DeMarem jako drugą/trzecią opcją mogą powalczyć. Bez niego mieli 47 wygranych. Na lidera on się totalnie nie nadaje ale właśnie na pomocnika być może tak. Zobaczymy. Jeśli Pop nie uczyni go mężczyzną to nikt mu nie pomoże. Pozbyli się Leonarda, czyli problemu śmierdzącego i psującego całą drużynę. Ruch ten był konieczny mimo, że niechciany. Bywa i tak.

 

Doncić – trafił chyba w najlepsze miejsce w jakie mógł. Dallas. Mam nadzieje, że zniszczy wszystkich, że będzie prawdziwym bogiem basketu, że uniesie psychicznie cały ten zgiełk, będzie trenował a soda go nie opanuje, że będzie maszyną siejącą pogrom i pożogę, białasem z Europy który przejmie NBA. Dajesz Luka.

Pacers – jest chęć poprawy i są rozsądne ruchy, przynajmniej tak się wydaje, nie ma napalania się na gwiazdy, na przepłaconych lamusów. Zobaczymy co z tego wyjdzie, ale mają realne szanse na górną część tabeli po wschodniej stronie USA i znaczną poprawę wyniku z tego sezonu. Piękny Victor, Sabonis, Turner – choć co do niego to nadzieje są coraz mniejsze, że będzie kimś wybitnym/b. dobrym, BB, Tyreke – jest kim grać.

Jazz – czekam na ich sezon i to jak będą grać. Podoba mi się ta ekipa i mam nadzieje, że zagrają lepiej niż w poprzednim sezonie. Mitchell, Rubio, Gobert, Ingles i reszta paczki na wschodzie byliby dominatorami a na zachodzie niestety dużo ciężej.

Pelikany – Payton za Rondo. Hmmm. Nie przekonuje mnie ta wymiana, moim zdaniem to jest błąd NOP.

Nets – powoli, powolutku wynurzają się z bagna beznadziei. Teraz mają fajnie – zero presji, zero wymagań – grać trzeba i tyle. Potem zaczną się schody. Jak staną na nogi i nie będą chcieli utrzymywać stanów średnich to potrzebują tzw. gwiazd. A jako Nets to siły przyciągania nie mają zbyt potężnej. To może być ich największy problem.

Russ – 30tka na karku, dwa sezony z TD za nami, jedno MVP, zero sukcesów drużynowych. Russ pokaż, że nie jesteś tylko wybitnym atletą ale także mądrym koszykarzem. Wiem, że potrafisz nim bywać a teraz bądź nim cały sezon, bez meczy z 43 oddanymi rzutami, bez trybu bohatera, bez nabijania statystyk, bez miliona kroków. OCT nie są złą drużyną więc do boju.

Jabari Parker – stwierdził, że w lidze nie płaca za obronę. Od razu pojawiły się głosy, że bagatelizuję obronę, że będzie się opierdalał. Chyba nastąpiło nieporozumienie. Parker twierdzi, że w lidze nie płacą za obronę i słusznie twierdzi. Zobaczcie ile zarabiają kolesie, którzy umieją zdobywać punkty a ile ci, którzy nie ale świetnie bronią.  Kto dostał MVP – Harden, czy on broni ? Russ to samo czy on broni dobrze ?

Smart – zostaje w Bostonie. Śmieszne to było. On chciał zostać, oni też chcieli by został a nie mogli się dogadać. Sapali, stękali i pocili się przez 20 dni a w końcu stanęło na 52 mln w cztery lata czyli 13 rocznie, czyli jednak Marcus nie jest wart więcej niż 12-14 mln. za sezon. Informacją wiele wyjaśniająca jest fakt, iż jego agentem jest Walters – to ten sam geniusz co poradził Noelowi aby odrzucił czteroletni kontrakt z Dallas za 70 mln. $.

 

Dzięki za przeczytanie i do następnego.

Kopiuj link do schowka