1v1 z Markiem Price’m – „Nie miałem zbyt wygórowanych oczekiwań”

05/08/2018
Mark Price

Kyrie Irving opuścił Cleveland niemal dokładnie rok temu. LeBron James zrezygnował z przedłużenia umowy z Cavaliers i podpisał kontrakt z Los Angeles Lakers. Kevin Love pozostaje ostatnim z „Wielkiej Trójki”. Jednak pierwszy i często uważany za prawdziwy „BIG3” zespołu z Ohio, powstał wiele lat temu, po drafcie roku 1986.

Cavaliers pozyskali wówczas Brada Daugherty’ego, Rona Harper i Marka Price’a. Dodanie Larry’ego Nance’a Sr. w 1988 roku pomogło zbudować jeden z najlepszych zespołów Konferencji Wschodnich w latach 80. i 90. ubiegłego wieku. Kto mógłby opisać tę drużynę lepiej niż czterokrotny uczestnik Meczu Gwiazd i dwukrotny zwycięzca Three-Point Shootout? Miałem przyjemność rozmawiać z mistrzem świata FIBA z roku 1994 – Markiem Price’m.

Zacznijmy od roku 1986, kiedy zostałeś wybrany przez Dallas Mavericks z 25. numerem, by w wyniku wymiany trafić do Cleveland Cavaliers. Jak wspominasz tę chaotyczną sytuację?

Sponsor serwisu

Byłem podekscytowany faktem, że zostałem wybrany przez Dallas, ponieważ było blisko mojego rodzinnego miasta w Oklahomie. Około 30 minut później dowiedziałem się, że zostałem wytransferowany do Cleveland. W tamtym czasie nie wiedziałem zbyt wiele o Cavs, ale okazało się to być dla mnie wielką okazją.

Jakie były twoje nadzieje i oczekiwania na początku twojej kariery?

Nie miałem zbyt wygórowanych oczekiwań, ponieważ większość ludzi uważała, że jestem zbyt mały, aby odnieść sukces na poziomie NBA. Mimo tego wierzyłem, że jestem wystarczająco dobry, aby nie tylko grać w NBA, ale także osiągnąć w niej sukces.

Z powodu małej liczby minut nie miałeś szansy walczyć o nagrodę Rookie of the Year z Chuckiem Personem i Ronem Harperem. Co pamiętasz z pierwszego roku gry? Czy miałeś trudności z przyzwyczajeniem się do stylu życia gracza NBA?

Mój debiutancki sezon był pełen wzlotów i upadków. Zaczynałem jako rezerwowy rozgrywający i zyskiwałem pewność siebie, dopóki nie byłem zmuszony przejść zabiegu appendektomii, która wyeliminowała mnie z gry na miesiąc. Reszta mojego początkującego roku była straszną huśtawką, ponieważ przez resztę sezonu nie byłem w dobrej formie.

Jak odnalazłeś się w systemie gry członka Galerii Sław, Lenny’ego Wilkensa?

Bardzo lubiłem grać dla Lenny’ego. Był rozgrywającym, który trafił do Hall of Fame, więc mogłem się od niego wiele nauczyć. Dostrzegł wartość w moim rzucie i pozwolił mi stać się jednym z najlepszych rozgrywających w lidze.

Opowiedz o swoich pierwszych playoffs. Czy czułeś o wiele większą presję podczas tych meczy, kiedy czułeś, że w przypadku porażki sezon dobiega końca?

Moje pierwsze mecze w fazie playoffs przypadły na rok 1988. W playoffs presja jest znacznie większa, gdyż każdy zespół próbuje awansować do następnej rundy. Musisz podnieść swój poziom gry w każdym meczu, ponieważ stawiasz czoło najlepszym drużynom w lidze.

W 1989 roku zostałeś wybrany do Meczu Gwiazd w Houston. W głosowaniu wśród rozgrywających Konferencji Wschodniej zająłeś trzecie miejsce (za Michaelem Jordanem i Isiah Thomasem). Czy było to spełnienie Twoich marzeń?

Dostałem wtedy wielką szansę, na pojawienie się w Meczu Gwiazd. Niesamowitym przeżyciem była możliwość gry z najlepszymi zawodnikami na świecie, a także sama obecność na All-Star Game. Nieźle, jak na dzieciaka, któremu mówiono, że jest za niski i nie będzie z niego pożytku w NBA.

W tym samym sezonie zostałeś wybrany do All-NBA Third Team. Czy to prawda, że otrzymywanie takich nagród po raz pierwszy smakuje najlepiej?

Niezależnie od tego, czy mówimy o All-NBA Team, czy o All-Star Game, pierwsza nominacja do tego wąskiego grona zawsze jest najbardziej ekscytująca. Z biegiem lat spodziewasz się osiągać te cele.

W trakcie sezonu 1988-89 osiągnąłeś także próg 50-40-90, jako jeden z zaledwie ośmiu zawodników w historii ligi. Jak ważne jest dla Ciebie bycie w tak elitarnym gronie?

Obecność w ekskluzywnym klubie 50-40 90 jest osiągnięciem, z którego jestem bardzo dumny. Bycie jednym z niewielu graczy, którzy kiedykolwiek to robią, jest czymś wyjątkowym. To, że moje nazwisko pojawia się u boku takich graczy, jak Larry Bird, Steve Nash, czy Stephen Curry, to dla mnie wielki zaszczyt.

W 1993 roku zostałeś wybrany do All-NBA First Team, obok Barkley’a, Jordana, Malone’a i Olajuwona. Co przychodzi ci do głowy, kiedy myślisz o tym, że byłeś w najlepszej piątce sezonu?

Rok 1993 był dla mnie niesamowity, ponieważ zostałem wybrany do pierwszego składu All-NBA. Zostałem wybrany najlepszym rozgrywającym ligi na przestrzeni całego sezonu 1992-93. Był to jeden z najważniejszych momentów mojej kariery, w który do dziś ciężko mi uwierzyć. Nigdy nawet nie marzyłem o tym, że kiedykolwiek znajdę się w All-NBA First Team.

Jesteś jednym z sześciu graczy, który wygrał Three-Point Shootout w dwóch kolejnych sezonach. W 1994 roku ustanowiłeś niepobity do 2008 roku rekord – 24 punkty. Czy zgodziłbyś się z opinią, że byłeś najlepszym strzelcem w latach 90.?

Zwycięstwo w dwóch konkursach rzutów za trzy punkty w roku 1993 i 1994, ugruntowało mnie jako jednego z najlepszych strzelców w latach dziewięćdziesiątych i całej NBA. Moim zdaniem byłem najlepszy.

Wciąż należą do Ciebie trzy najlepsze wyniki w historii klubu z Cleveland, jeśli chodzi o skuteczność z linii rzutów osobistych na przestrzeni całego sezonu. Co sprawiło, że byłeś tak wybitnym strzelcem, również w rzutach za jeden punkt?

Bycie świetnym strzelcem rzutów osobistych było czymś, z czego byłem bardzo dumny. Moim celem było ukończenie kariery z procentem skuteczności rzutu wolnego wyższym niż 90%. Udało mi się tego dokonać i kiedy zrezygnowałem z gry w 1998 roku, miałem najlepszy wynik w historii NBA.

Jakie wydarzenie z lat spędzonych w Cleveland najbardziej utkwiło Ci w pamięci?

Jednym z najbardziej pamiętnych momentów mojej kariery było z całą pewnością wyeliminowanie w Półfinałach Konferencji Boston Celtics. Był to ostatni profesjonalny mecz Larry’ego Birda. Zawsze będę pamiętać to spotkanie.

Kto był według Ciebie najtrudniejszym zawodnikiem do krycia? Czy miałeś kłopoty z jakimś graczem?

Isiah Thomas był jednym z najtrudniejszych graczy, którym musiałem stawić czoła. Zawiązała się pomiędzy nami rywalizacja, ponieważ zarówno jego Detroit, jak i moje Cleveland były mocnymi zespołami. Graliśmy przeciwko sobie około sześciu razy w sezonie. Isiah był rozgrywającym z poziomu Hall of Fame, a za każdym razem, krycie go było dla mnie ogromnym wyzwaniem. Wiedziałem, że muszę zaprezentować się z najlepszej strony, żeby móc z nim walczyć.

W 1999 roku Cavaliers zastrzegli Twój numer. Jesteś w gronie siedmiu graczy w historii klubu, którzy dostąpili tego zaszczytu. Co czujesz, kiedy wchodzisz do Quicken Loans Arena i widzisz baner z Twoim imieniem i nazwiskiem?

Zastrzeżnie przez Cavaliers mojej koszulki z numerem 25 było czymś niesamowitym! To, że klub zdecydował się uhonorować mnie w ten sposób, było wyjątkowe zarówno dla mnie, jak i dla całej mojej rodziny. Wciąż mam ciarki, gdy co jakiś czas zjawiam się na meczach Cavs, a w górze hali widzę swoją koszulkę.

Dziękuję za rozmowę, Mark.

Kopiuj link do schowka